Filmy wszech czasów: Truman Show

Antologia zjawisk? Lęków? Zagrożeń?

Gdy ten nakręcony w 1998 roku przez Petera Weira film wchodził na nasze kinowe ekrany, wielu odbierało go jako swoisty komentarz do zaczynającego wówczas światową karierę programu Big Brother. Przypomnijmy: ten ostatni został wymyślony w Holandii w roku 1997. Pierwszy odcinek wyemitowano w roku 1999. Polska edycja wystartowała w roku 2001. A film Weira... wciąż był aktualny.

Wciąż się do niego odnoszono. Porównywano z tym, co dzieje się w Big Brotherze i innych reality show, które regularnie zaczęły pojawiać się na antenach różnych stacji telewizyjnych.

Ale przecież „Truman Show” to nie tylko Big Brother. Bo dziś, w czasach, gdy kamery są niemal na każdym rogu i w każdym budynku, tak naprawdę… wszyscy jesteśmy Trumanami, zaś film Weira okazał się być dziełem proroczym.

Główny bohater tej opowieści (tytułowy Truman, w którego wciela się Jim Carrey), odkrywa  w pewnym momencie, że jego życie jest tak naprawdę fikcją, on sam zaś, od urodzenia, jest gwiazdą telewizyjnego, nadawanego 24 godziny na dobę, programu.

Ale to nie jedyne odkrycie w tym filmie. Zwłaszcza zaś my, widzowie, mamy tu nad czym myśleć, główkować i co odkrywać. Uświadamiać sobie np. wpływ reklamy na nasze życie. Albo to, w jaki sposób kierujemy się opiniami i poglądami innych, zwłaszcza zaś naszych najbliższych.

- Nie no, przecież ty nie masz takich zdolności. Takich tradycji nigdy nie było w naszej rodzinie/kulturze/grupie społecznej… - ileż to razy, w podobny sposób, zniechęcano nas do czegoś. Torpedowano nasze plany, pomysły…  

A i na tym nie kończy się interpretacyjny potencjał tego filmu. Bo przecież można go oglądać także jako opowieść (tak, tak) metafizyczną!  Bo przecież Truman odkrywa tu istnienie swego stwórcy. Tu jest nim co prawda tylko makiaweliczny producent Christof (Ed Harris), ale kto wie, jakich odkryć dokona bohater, kiedy w końcu opuści fikcyjny tele-świat i znajdzie się w tzw. realu.

A co z nami? Przecież i my lubimy tkwić w takich fikcyjnych tele-światach. W latach ’90, gdy powstawał „Truman Show”, ludzie uwielbiali uciekać do świata telewizyjnych seriali i reality show. Dziś eskapizm ma się jeszcze lepiej. Bo żyjemy nie tylko w świecie pełnym kamer, ale i ekranów. Na nich zaś króluje streaming i seriale Netflixa.

Cóż, jest nad czym myśleć podczas oglądania „Truman Show”...

*

Tekst z cyklu Filmy wszech czasów

W weekend w tv i na VOD: Truman Show

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

Reklama