Filmy wszech czasów: Kapitan

Czy film wojenny może być piękny? Okazuje się, że może. Bo w tej estetyzacji jest metoda.

Np. lata temu Steven Spielberg „łagodził” Zagładę poezją – stąd tak wiele pięknych ujęć i kadrów w jego obsypanej Oscarami „Liście Schindlera”.

Na podobny zabieg zdecydował się Robert Schwentke – reżyser nakręconego w 2017 roku „Kapitana”. Tyle tylko, że w jego filmie ów zabieg służy czemuś innemu. Kontrastowi. Ukazaniu okrucieństwa, absurdalności wojny na tle pięknego pejzażu, przyrody, świata stworzonego przez Boga. A więc „Cienka czerwona linia” Malicka się kłania! Tyle tylko, że ta ostatnia była filmem kolorowym. „Kapitan” zaś, podobnie, jak wspomniana już „Lista Schindlera” nakręcony został w czerni i bieli.  

Głównym bohaterem jest tu Willi Herold - grany ze stoickim dystansem przez Maxa Hubachera. To młody niemiecki żołnierz, kontynuujący swoją wojenną odyseję. Jest jednak rok 1945. III Rzesza przegrywa na wszystkich frontach i by przetrwać, trzeba zacząć… grać.

Najlepiej, rzecz jasna, w kostiumie. A taki właśnie – mundur wysokiego rangą oficera Luftwaffe – znajduje Willi. Zakłada go i od razu zaczyna być postrzegany inaczej. A im bardziej inni się go boją/szanują, tym bardziej podoba mu się ta nowa rola. Tym bardziej ją „rozwija”, „poszerza”. Wszak „świat jest teatrem, aktorami ludzie”. Czyż nie?

No właśnie nie do końca. Czasem – zwłaszcza, gdy trwa wojna – świat staje się, po prostu, piekłem.

Spotkałem dwie rzeczywistości. Rzeczywistość nieprzeciętnego cierpienia na Ukrainie i nie boję się tego powiedzieć, jakiejś diabelskiej sytuacji, jakiegoś złego ducha, który opanował Rosjan, którzy mordują, gwałcą, zabijają...

 – mówił niedawno kard. Konrad Krajewski. Albo, jak pisał poeta Antoni Matuszkiewicz:

Jezu usłysz nas
z nieba z ziemi świętej
zajdź w naddniestrzańskie stepy
gdzie hyr się szerzy szatański
antychryst stoi ante portas...

Coś podobnego widzimy i tutaj. Z jednej strony mamy sponiewieranego, cierpiącego, zmęczonego wojną ordynansa Freytaga, świetnie zagranego przez Milana Peschela. Z drugiej zaś właśnie Willie’ego, który dzień po dniu staje się coraz bardziej demoniczny („Demoniczny mundur” – tak swoją recenzję „Kapitana” zatytułował Jakub Majmurek i cóż… Nic dodać, nic ująć). O! Może tylko zwrócić jeszcze uwagę na samo zakończenie. Napisy końcowe - gdy twórcy jednym, bardzo sprytnym zabiegiem, uświadamiają nam, jak blisko nas wojna się znajduje. A może ciągle była/jest w nas? Niestety, obecna sytuacja w Ukrainie tylko tę ich intuicję potwierdza…

*

Film jest dostępny w takich serwisach streamingowych, jak Player, Canal+, czy Mojeekino.pl

Tekst z cyklu Filmy wszech czasów

W weekend w tv i na VOD: Kapitan

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

Reklama