Na wstępie wyjaśnijmy zagadkę swojsko brzmiącego nazwiska.
Ojciec bębniarza nazywał się Bartłomiej Krupa i urodził się w Łękach Górnych na Podkarpaciu. Annę Osłowską poznał już w Stanach. Wzięli ślub, doczekali się dziewięciorga dzieci. Najmłodszemu dali angielskie imię Gene. Wiara była ważna w domu Krupów. Gene po szkole wyjechał nawet z Chicago do Indiany, by wstąpić do seminarium imienia św. Józefa. Już wtedy czuł rytm płynący do rodzinnego miasta z falą jazzu z Nowego Orleanu. Nie został księdzem. Poświęcił się muzyce.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł
Jan Paweł II widział budowę - Leon XIV zobaczy dzieło. Ukończenie marzenia Gaudíego.
Bogu trzeba ufać zawsze, nawet w najcięższych okolicznościach.