Wiedzieli, że jestem Żydem

Z Yoramem Fridmanem, którego wspomnienia stały się podstawą scenariusza filmu „Biegnij, chłopcze, biegnij” 
rozmawia 
Edward Kabiesz


Edward Kabiesz: Urodził się Pan i mieszkał przed wojną w Błoniu. Czy spotykał się Pan tam z przejawami antysemityzmu? 


Yoram Fridman: Nie pamiętam. Miałem wtedy pięć czy sześć lat. Bawiłem się z polskimi dziećmi. 


Czy brał Pan udział w pracy nad filmem?


Najpierw była książka Orleva, który oparł ją na moich wspomnieniach. W Izraelu ukazała się w 2001 roku. Stała się bestsellerem, miała później jeszcze kilka wydań. Szybko ją przetłumaczono, do tej pory chyba na 14 języków. No i teraz w końcu wyszła w Polsce. Dlaczego tak późno? Nie wiem. Pepe Danquart, reżyser, wraz z ekipą gościli dwa razy u mnie w domu. Długo rozmawialiśmy, a w ubiegłym roku zaprosili mnie na plan filmu do Niemiec. Pojechałem tam z żoną i córką. Byłem świadkiem realizacji różnych scen. Wczoraj widziałem ten film dwa razy. Przed obiadem i wieczorem. Wieczorem odebrałem go inaczej. O wiele lepiej niż rano. Myślę, że Pepe zrobił dobrą robotę. 


Na ile to, co widzimy w filmie, odzwierciedla wydarzenia, które Pan przeżył.


Na 90 procent. 


Czy jako dziecko zdawał Pan sobie sprawę z tego, co Panu grozi ze strony Niemców. 


Pewnie, że tak. Wiedziałem, że zabijają Żydów. Nie wiedziałem dlaczego. I dlatego musiałem robić wszystko, by przeżyć. 


Czy rodzice jakoś Pana przygotowali na to, co może Pana spotkać?


Nie. Ojciec powiedział mi tylko: „Nigdy się nie przyznawaj, że jesteś Żydem” i „Nie zapomnij, że jesteś Żydem”. 


Wiele z tych wydarzeń wydaje się wprost nieprawdopodobnych.


Ale zdarzyły się naprawdę, chociaż nie wszystko wyglądało tak jak w filmie. Niektóre z nich zostały nieco zmienione. Mam dobrą pamięć. Kto tego nie przeżył, może w to nie uwierzyć.


Czy wątek gestapowca, który chce Pana zastrzelić, a później zmienia zdanie, jest prawdziwy?


To prawda. Ale film i książka to dwie różne rzeczy. W filmie zostało to pokazane inaczej. Tak naprawdę po raz drugi wpadłem na tego Niemca nie we wsi, ale na gestapo. Nie wiem, jak udało mi się z tego wyjść cało. Pamiętam, że kiedy natknąłem się na niego po raz drugi, powiedział: „Wiem, że jesteś Żydem, chciałem cię zastrzelić, ale ty mi się podobasz i zostaniesz u mnie”. Byłem tam 2 tygodnie. A dopiero potem oddał mnie do pracy do tej folksdojczki. I dlatego była przekonana, że nie jestem Żydem. Dlatego tak mnie broniła w szpitalu. Nie wiem, co zrobiłaby w sytuacji, gdyby o tym wiedziała. Poza tym, kiedy uciekłem ze szpitala do niej na wieś, miałem szczęście, że nie oddała mnie z powrotem do gestapo. Powiedziała: „Nie masz ręki, nie możesz pracować, to idź”. I poszedłem. Miałem bardzo dużo szczęścia. 


Czy ludzie, którzy Panu pomagali, wiedzieli, że jest Pan Żydem? 


Nie wiem. Trudno mi na to odpowiedzieć. Byli tacy, co wiedzieli z pewnością. 


«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Mieszkanka Błonia
    20.01.2014 12:59
    Szanowna Redakcjo! Yoram Fridman urodził się w podwarszawskim BŁONIU, a nie jak raczycie Państwo pisać w "Błoniach". Będę bardzo wdzięczna za poprawienie błędu.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.