Wiedzieli, że jestem Żydem

Z Yoramem Fridmanem, którego wspomnienia stały się podstawą scenariusza filmu „Biegnij, chłopcze, biegnij” 
rozmawia 
Edward Kabiesz


Jak na przykład kobieta ze wsi, do której Pan trafił po śmierci ojca.


W czasie ostatniego spotkania ojciec powiedział mi, bym się przedstawiał jako Jurek Staniak, a nie Fridman. Kazał mi szukać kogoś, kto by mnie nauczył katolickich modlitw i zasad wiary. W czasie kiedy ukrywałem się w lesie, zachorowałem na świerzb. Musiałem szukać pomocy. Szukałem jej w domach, w których mieszkali ludzie biedni, bo oni są dobrzy. I znalazłem jej gospodarstwo. Zapukałem w drzwi i zemdlałem. Kiedy doszedłem do siebie, leżałem na jakiejś ławce zupełnie rozebrany. Więc ona przecież widziała, że jestem obrzezany. Nalała wody do balii, wykąpała mnie, wymyła. Woda była ciepła, więc krzyczałem: „Ty chcesz mnie ugotować?”. Wysmarowała mnie maścią dziegciową i zasnąłem. Obudziłem się zdrowy. Wtedy zapytała, jak się nazywam. Powiedziałem. I zaczęła mnie uczyć żegnać się, modlić. 


W filmie widzimy, że łatwo i szybko to Panu przyszło. 


Widocznie jestem bardzo zdolny. Dzięki tej kobiecie, później – kiedy szukałem pracy i schronienia po wsiach – zachowywałem się jak katolik. 


Jednymi z najbardziej dramatycznych scen filmu są sceny już po wojnie, kiedy na wieś przyjeżdża czarna limuzyna. Przyjeżdża, by Pana zabrać od rodziny, u której Pan się już zadomowił. 


U tej rodziny mieszkałem prawie dwa lata. I było mi u nich bardzo dobrze. Traktowali mnie jak członka rodziny. Tym czarnym samochodem przyjechał gość, który mnie od nich zabrał. Do żydowskiego sierocińca. Jednak w rzeczywistości było trochę inaczej. Kiedy ten wysłannik z sierocińca po mnie przyjechał, powiedziałem, że nie jestem Żydem i nigdzie nie jadę. 


Dlaczego Pan tak powiedział?


To było w 1948 roku, miałem wtedy 14 lat. Dalej się bałem, a poza tym to, że jestem Polakiem, weszło mi głęboko w krew. Gość z sierocińca poszedł i wrócił z milicjantem. Złapał mnie, związał sznurem i wrzucił do samochodu. Zdążyłem tylko krzyknąć, że wrócę tu wieczorem. Uciekłem z Warszawy i wróciłem do wsi. Na krótko. W stolicy przekonałem się, że bycie Żydem nie jest takie straszne. Zawieźli mnie do sierocińca w Helenówku. Tam były dobre warunki i dobra opieka. Zacząłem chodzić do szkoły, uczyć się czytać i pisać. 


Dlaczego Pan wyjechał do Izraela?


Wyjechałem w 1962 roku. Pracowałem wtedy na Politechnice Łódzkiej jako asystent, miałem już temat doktoratu. Pewnego razu, kiedy poszedłem do toalety, zobaczyłem na ścianie napis: „Nie chcemy asystentów Żydów”. Postanowiłem wtedy, że wyjeżdżam. Tym bardziej że moja dziewczyna i moja siostra mieszkały już w Izraelu. Wracam do Polski, teraz jestem tu już po raz trzeci. Po raz pierwszy w 1990 roku wraz z córką objechaliśmy okolice, gdzie się ukrywałem. Teraz jestem tu z żoną, córką i dwojgiem wnuków. Wie pan, dla mnie rodzina jest najważniejsza. Warto było walczyć i przetrwać, by mieć taką rodzinę, jaką mam.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama