Stojąca na moście

O granicy, zaolziańskiej magdalence i ojczyźnie w języku z Renatą Putzlacher rozmawia Barbara Gruszka-Zych.

Barbara Gruszka-Zych: Nieraz mówiła Pani, że jest Mohikanką noszącą imię „Ta, która stoi na moście”.

Renata Putzlacher: Tym indiańskim imieniem nawiązuję do mojego przyjaciela Wiesława Adama Bergera, prozaika z Błędowic, takiego zaolziańskiego Hrabala, który nas – mieszkańców Zaolzia nazywał Indianerami. Napisał: „Coraz nas mniej na naszej drodze, jednak nadal uparcie tu tkwimy, śląskie Indiany, ostatnie Mohikany”. Jeżeli jakieś społeczeństwo się kurczy tak jak Polacy w Czechach, zaczyna się zachowywać odmiennie niż otaczająca go większość i stara się udowodnić, że nie zdradziło swojej wspólnoty. Gdyby mój dziadek piekarz Rudolf, który przywędrował do Cieszyna spod Drohobycza, został po polskiej stronie w budynku mennicy, w życiu nie zastanawiałabym się nad indiańskim imieniem. Ale kiedy Cieszyn w 1938 r. stał się ponownie jednym miastem, dziadkowie stwierdzili, że po drugiej stronie Olzy są tańsze mieszkania. I tak się zaczęła moja czeska historia.

Kilka lat później Cieszyn znów podzieliła granica na Olzie.

Przez graniczny most przejeżdżali Ondraszek z Juraszkiem, Czarna Księżna, królowie, książęta, generałowie. Ale dla mnie kiedyś to było miejsce, gdzie nie mogłam się zatrzymać. Parokrotnie miałam ochotę stanąć, wrzucić do wody jakiś kamyk czy łódeczkę. Dziewczynka z małego miasteczka, jaką wtedy byłam, miała świadomość, że ta rzeka gdzieś tam wpada do wielkiego morza, i chciała innym, zamiast jak dziś esemesa, wysłać wiadomość, że tu jest.

Celnicy na to nie pozwalali?

Przechodząc obok nich, zawsze czuliśmy się niepewnie. Kiedy szłam z plecakiem do polskiego Cieszyna na autobus do Krakowa, gdzie studiowałam na Uniwersytecie Jagiellońskim polonistykę, zawsze myślałam, że mnie zatrzymają. Przez sam fakt, że my, Polacy mieszkający w Republice Czeskiej, mieliśmy paszporty konsularne, wyróżnialiśmy się wśród przekraczających granicę. Mieliśmy też inne niż Czesi dowody, bo zachowaliśmy obywatelstwo polskie. Mnie i moim braciom to obywatelstwo rodzice przekazali z całym bagażem problemów. Do dziś na przykład nie mam dowodu osobistego, tylko zezwolenie na pobyt, choć po tej stronie Olzy mieszkam od urodzenia. Tak tu mają wszyscy obcokrajowcy.

Za kogo Panią biorą?

Kiedy studiowałam w Krakowie, nazywali mnie Czeszką, za to w Czechach jestem Polką. Dlatego od dziecka musiałam odpowiadać sobie na pytanie: „Kim jestem?”. Już kiedy bawiłam się w piaskownicy, nie znałam wierszyków moich kolegów, a oni nie znali naszego „Kto ty jesteś? Polak mały”. Przez cały czas odczuwałam swoją inność. Tutaj często mnie pytają, co zrobiłam dla polskości. Zachowałam obywatelstwo, studiowałam polonistykę, uczę języka polskiego studentów w Brnie, no i dopóki piszę wiersze po polsku, to trwam przy polskości. Pisanie to takie składanie puzzli, próba zrozumienia, kim jestem. Nie przez przypadek mój pierwszy zbiorek wierszy nosi tytuł „Próba identyfikacji”. Jest pytaniem o to, na który brzeg mam zejść z tego mostu. Polacy w kraju nie mają takich problemów.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.