Dei Gratia

Na temat sztuki sakralnej, czerwcowej wystawy i wielkich przemian w Polsce, z głównym architektem bazyliki w Licheniu Barbarą Bielecką, mieszkanką Gdyni i prezesem Fundacji Rozwoju Sztuki Sakralnej Dzieci i Młodzieży „Dei Gratia”, rozmawia Andrzej Urbański.

Andrzej Urbański: Założyła Pani fundację, żeby można było promować sztukę i kulturę przez duże „k”. Podobno inspiracja pochodzi od Jana Pawła II?

Barbara Bielecka: – To wszystko zrodziło się z głębokiej i jednocześnie zwyczajnej wdzięczności. Dlatego m.in. nazwa fundacji w skrócie brzmi „Dei Gratia”, czyli z łaski Bożej. Fundację założyli projektanci świątyni w Licheniu. Zrobiliśmy to, żeby zaakcentować naszą wdzięczność Bogu za taką szeroko pojętą łaskę, którą otrzymaliśmy od Boga. Mieliśmy naprawdę wyjątkowe szczęście służyć w taki sposób Kościołowi i Panu Bogu. To wszystko działo się w tych fascynujących czasach wielkiej łaski solidarności. To, o czym teraz mówię, jest rodzajem świadectwa, które jesteśmy winni. W 1979 roku, kiedy Jan Paweł II przemawiał na Placu Zwycięstwa w Warszawie i mówił znamienne słowa „Niech stąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi….”, zdarzył się prawdziwy cud. Ten cud w naszym rozumieniu i świadomym odbiorze był rzeczywisty, publiczny, wiadomy, dziejący się w sposób skuteczny. Absolutnie nikt wcześniej nie próbował dokonać takiej zmiany układów gospodarczych, układów politycznych i sposobu myślenia. To jednak się stało i było cudem łaski, wyłącznie łaski. Ta łaska spłynęła na dobrych i złych, głupich i mądrych.

A skąd Pani ma taką pewność?
– Z doświadczeń zwykłego człowieka. Ta pewność jest często zasłaniana. Bez prezerwy są grupy, które bardziej promują zło niż dobro. Moja pewność wynika z przeżycia w tych czasach czegoś bardzo głębokiego. Przecież wcześniej żyliśmy w sytuacji, kiedy robiono wszystko, by doszło do zagłady kultury polskiej. To było coś realnego. A przecież równocześnie pamiętamy te ogromne pokłady ludzkiej solidarności, przyjaźni i więzi z Polakami oraz wyrazów masowego wsparcia z Zachodu. Można zadać sobie pytanie, dlaczego dzisiaj tak trudno uzyskać serdeczną ludzką przyjaźń w tak masowej skali. Mimo wszystko uważam, że efekt tego cudu, o którym mówiłam wcześniej, jest efektem trwałym. Wymaga jednak nieustannej pracy. Warto tę pracę kontynuować, żeby nie dać zaślepić sobie oczu, żeby nie przestać mówić o Janie Pawle II. Pamiętać o tym, że modlitwa Papieża coś znaczy, coś bardzo ważnego. Ten człowiek był integralnie związany ze swoim narodem. Nigdy się go nie wyparł. Nie możemy o tym zapomnieć. Miał takie widzenie sprawy, że tylko łaska Ducha Świętego może zadziałać. Nie była to cicha ani bezpieczna modlitwa. Mimo wszystko ją podjął. Cenę, którą za to zapłacił, każdy widział.

Zbliżamy się do 30. rocznicy I pielgrzymki Ojca Świętego do Polski oraz 10. rocznicy jego pobytu na Wybrzeżu. Ostatnio mówiło się dużo o pokoleniu Jana Pawła II. Czy czuje się Pani spadkobierczynią tego, co głosił Jan Paweł II?
– O tym, co przeżyłam osobiście, trudno mówić. Dlatego staram się wciąż robić coś w duchu Jana Pawła II. To jest cała suma spotkań i czuwań z nim. To, co robił, było ponad ludzkie siły. Gdy witałam go na lądowisku w Licheniu, w pewnym momencie poczułam makabryczny lęk. Trzymałam Ojca Świętego za rękę i czułam, że on się zaraz wywróci z niebywałego zmęczenia i z choroby, o której było wiadomo. Mam osobiste długi honorowe wobec Ojca Świętego. Będąc architektem świątyni w Licheniu usłyszałam w czasie homilii, chyba pierwszy raz od wielu lat, że ktoś mówi o architekturze i to w tak zwięzły i prosty a zarazem piękny sposób. Było to dla mnie niesłychanie wzruszające.

I stąd dzisiejszy pomysł na wystawę sztuki sakralnej w bazylice Mariackiej?
– Sztuka jest sprawą porozumiewania się. Sam fakt przeżycia emocjonalnego i estetycznego u artysty, albo nawet naukowo-estetycznego, nie jest jeszcze sztuką. Sztuka potrzebuje artefaktu. Musi być coś, co jest stworzone. To bardzo ważne zaproszenie ludzkości przez Boga do współtworzenia świata. Oczywiście w różny sposób można czynić ziemię poddaną. Jeśli jednak w tworzeniu człowieka nie ma elementu łaski Bożej, to nie ma mowy o sztuce. A dodatkowo środowisko artystyczne bardzo zostało dzisiaj rozbite. Niezdrowa konkurencja, walka o pieniądze – to bardzo niszczy prawdziwą sztukę. Oczywiście dobrze mieć ambicje, dobrze być dumnym z tego, co się robi. Jednak konkurencja kupiecka w tej sprawie przeszkadza.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.