Zbawiony przez piękno

Jego koncepcja sztuki chrześcijańskiej była jedną z najważniejszych w XX w., ale do wiary w Chrystusa dochodził drogą niespokojnych poszukiwań. 45 lat temu zmarł Jacques Maritain.

Dla tych, którzy znają jego pisma, być może zaskoczeniem będzie fakt, że wybitny francuski filozof i teolog, współtwórca personalizmu i jeden z najważniejszych świeckich uczestników Soboru Watykańskiego II, w wieku 23 lat złożył wraz z żoną przysięgę, że jeśli nie odnajdzie prawdy, popełni samobójstwo.

Poszukiwanie sensu

Jego głębokie pragnienie prawdy rodziło się w atmosferze Sorbony początku XX w. Młody Jakub był wówczas mocno rozczarowany prądami umysłowymi tamtego czasu: scjentyzmem, sprowadzającym świat do praw matematycznych, i – z drugiej strony – relatywizmem, negującym możliwość obiektywnego poznania. Jacques i jego przyjaciółka Raissa Umancewa stawiali najważniejsze pytania: dotyczące Boga, Jego dobroci, wszechmocy i obecności cierpienia w świecie. Raissę doprowadziły one najpierw do wniosku, że Bóg nie istnieje. Jacques poszukiwał jeszcze sensu, ale i jego dosięgała rozpacz. Już jako małżonkowie podjęli postanowienie: dadzą życiu na pewien czas kredyt zaufania, w nadziei, że odsłoni się przed nimi sens bytu i odnajdą wartości, dla których warto żyć. Jeśli jednak eksperyment się nie powiedzie, popełnią samobójstwo – jako protest przeciw światu, w którym cierpienia nie da się w żaden sposób usprawiedliwić.

I właśnie wtedy na ich drodze stanął człowiek, który skierował myśli obojga na nowe tory. Tym kimś był Henri Bergson – francuski filozof, twórca intuicjonizmu. To on obudził w nich na nowo przekonanie, że prawda istnieje, i skierował ich umysły ku metafizyce. Drugą taką postacią był francuski pisarz katolicki Léon Bloy. Sprawił, że problem Boga zaczął nurtować młodych małżonków. Ostateczną decyzję Jakuba o chrzcie przyspieszyła ciężka choroba Raissy w lutym 1906 r. To wtedy rzucił się na kolana i po raz pierwszy odmówił Modlitwę Pańską. Ona z decyzją zwlekała nieco dłużej, ale ostatecznie 11 czerwca 1906 r. oboje stawili się w kościele św. Jana Ewangelisty na Montmartrze. Resztę życia małżonkowie mieli poświęcić wierze – Jakub przez tworzenie dzieł filozoficznych, Raissa przez mistyczne wiersze i powieści. Po śmierci żony w 1960 r. zamieszkał we wspólnocie Małych Braci od Jezusa w Tuluzie, a trzy lata przed śmiercią stał się jednym z nich.

Bóg jest pięknem

Fascynująca jest ta historia o ludziach, którzy nawzajem prowadzili siebie do Boga; o tym, jak jedno nawrócenie pociągało za sobą kolejne. Ale równie ciekawy okazuje się wątek sztuki, która dyskretnie pociągała Jakuba i Raissę w stronę Ewangelii. Od samego początku znajomości Jacques był przewodnikiem swojej przyjaciółki po świecie malarstwa. Zabierał ją do Luwru, a potem toczyli długie dyskusje o sztuce. W arcyciekawych wspomnieniach, wydanych dekadę temu przez Frondę pod tytułem „Wielkie przyjaźnie. Poszukiwanie sensu w czasach zwątpienia”, żona filozofa opowiada, że większość ich ulubionych obrazów przedstawiała „zwiastowania, nawiedzenia, narodzenia, ukrzyżowania, madonny, aniołów, apostołów i świętych. (…) Podziwialiśmy, kochaliśmy piękno, które zawierało to orędzie, nie znając jeszcze jego prawdy”.

Nawrócenie tych dwojga rodziło się więc także pod wpływem kontaktu z książkami i obrazami. Słowa Dostojewskiego o tym, że piękno zbawi świat, w ich przypadku nabierały dosłownego, osobistego wymiaru. Nic więc dziwnego, że tyle miejsca w swoich pracach Jacques Maritain poświęcił właśnie kategorii piękna. „Piękno jest jedną z nazw Boga” – pisał w „Sztuce i mądrości”. „Bóg jest samym pięknem, ponieważ daje piękno wszystkim stworzeniom odpowiednio do właściwości każdego i ponieważ jest przyczyną każdej harmonii i każdej jasności. (…) I wszelkie połączenie dźwięków, wszelka harmonia, wszelka zgoda, wszelka przyjaźń, wszelki związek, jakikolwiek by on był między istotami, pochodzi od boskiego piękna, wzoru pierwotnego i nadwzniosłego wszelkiej harmonii, która łączy wszelkie rzeczy i przyciąga je wszystkie do siebie” – czytamy w tym traktacie. O artyście zaś pisze Maritain, że jest „jakby towarzyszem Boga w tworzeniu pięknych rzeczy. (…) Tworzenie artystyczne nie kopiuje tworzenia Boga, ono je kontynuuje”. Jakże to bliskie słowom Jana Pawła II zapisanym w „Liście do artystów”: „Nikt nie potrafi zrozumieć lepiej niż wy, artyści, genialni twórcy piękna, czym był ów pathos, z jakim Bóg u świtu stworzenia przyglądał się dziełu swoich rąk. Nieskończenie wiele razy odblask tamtego doznania pojawiał się w waszych oczach, artyści wszystkich czasów, gdy zdumieni tajemną mocą dźwięków i słów, kolorów i form, podziwialiście dzieła swego talentu, dostrzegając w nich jakby cień owego misterium stworzenia, w którym Bóg, jedyny Stwórca wszystkich rzeczy, zechciał niejako dać wam udział”.

Artysta ma być święty

Szczególne miejsce poświęca Maritain w swoim traktacie sztuce chrześcijańskiej. Jednak przez te słowa „nie rozumiemy sztuki kościelnej, sztuki określonej przez obiekt, cel, prawo ustalone, która jest tylko punktem zastosowania specjalnym i wzniosłym sztuki”. Sztuka chrześcijańska w rozumieniu Maritaina „określa się tylko przez osobę, w której się ona znajduje, i przez ducha, od którego ona pochodzi”. „Mówi się sztuka chrześcijańska lub sztuka chrześcijanina, jak się mówi sztuka pszczoły lub sztuka człowieka” – pisze filozof. Nie chodzi więc o to, by tworzyć rzeczy z założenia nabożne czy słuszne, ale o to, aby będąc chrześcijaninem, użyć całego swojego talentu i warsztatu do tworzenia rzeczy pięknych. W nich bowiem odbija się Stwórca: „Jeżeli chcecie stworzyć dzieło chrześcijańskie, bądźcie chrześcijanami i szukajcie sposobu stworzenia dzieła pięknego, w które przejdzie wasze serce; nie starajcie się »robić po chrześcijańsku«”.

Sztuka chrześcijańska, według Maritaina, ma więc rodzić się naturalnie, a nie być realizacją założeń, które z góry sobie narzucamy. Artysta chrześcijański nie powinien ograniczać się pod względem tematyki czy gatunku, ale słuchać natchnień pochodzących od Boga. Nie powinien też podporządkowywać swojego dzieła ewangelizacji, bo w ten sposób będzie miało ono jedynie charakter propagandowy, a sztuka tego nie znosi. „Oswójcie sztukę, zrobi ona wszystko, czego zechcecie. Jeżeli użyjecie przemocy, nie zrobi nic dobrego. Dzieło chrześcijańskie wymaga, aby artysta był wolny jako artysta” – czytamy w „Sztuce i mądrości”.

Wydaje się, że słowa francuskiego filozofa warte są przemyślenia także przez ludzi współczesnego Kościoła, którzy w myśleniu o sztuce sakralnej często popadają w dwie skrajności: promują pobożny kicz albo – przeciwnie – sprawne rzemiosło pozbawione ducha. Maritan uczy natomiast, że nie można oddzielać sztuki od wiary: „Dzieło chrześcijańskie wymaga, aby artysta jako człowiek był święty. Wymaga ono, aby był objęty miłością. Może robić wtedy, co chce. Tam, gdzie dzieło nie daje czystego dźwięku chrześcijańskiego – to znaczy, iż w czystej miłości czegoś zabrakło”. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Więcej nowości