Zwycięstwo poezji

Poezja tegorocznej noblistki Louise Glück nie przynosi łatwych pocieszeń, jednak nie zatrzymuje się na pustce – jest ciągłym podnoszeniem się i kontynuowaniem wędrówki w poszukiwaniu sensu.

Jeśli nie liczyć Boba Dylana, którego doceniono za – poetyckie, ale jednak – piosenki, wychodzi na to że aż dziewięć lat minęło, odkąd ostatni raz literacką Nagrodę Nobla otrzymał autor wierszy. I był to wybór niejako pod prąd głównemu nurtowi tej nagrody, którą w prozie nazbyt często przyznawano autorom „politycznie poprawnym”, czyli po prostu lewicującym. Tamta nagroda dla Tomasa Tranströmera – poety wyciszenia, poszukującego Boga w rozedrganym świecie – była chwilowym powiewem normalności. Tegoroczny laur dla Louise Glück odbieram bardzo podobnie.

Milczenie Wikipedii

Amerykańska poetka Louise Glück jest w Polsce prawie w ogóle nieznana. Do dnia, w którym został podany do wiadomości werdykt Akademii Szwedzkiej, nie było o niej nawet notki w polskiej Wikipedii. Nie wydano w Polsce żadnego zbioru jej wierszy, a przekładów pojedynczych tekstów też istnieje niewiele: trzy utwory przetłumaczone przez Julię Hartwig w antologii poetek amerykańskich „Dzikie brzoskwinie”, jeden poemat i jeden krótszy wiersz w przekładzie Piotra Zazuli, opublikowane w 14. numerze pisma „Fraza” z 1996 r., kilka utworów rozsianych po internecie – i to prawdopodobnie wszystko. Jednak w Stanach Zjednoczonych Glück jest postacią znaną i docenioną w świecie literatury, laureatką prestiżowych nagród, m.in.: Pulitzera, Bollingen Prize, Wallace Stevens Award, National Book Award czy złotego medalu Amerykańskiej Akademii Sztuki i Literatury. Dlaczego więc to nazwisko do tej pory nie przebiło się na polski rynek, pozostaje tajemnicą.

Krytycy zwracają uwagę na precyzyjny język Glück, oczyszczony ze zbędnych słów, zwłaszcza z nadmiaru przymiotników, co zresztą zbliża ją nieco do Tranströmera. Podobieństw można znaleźć więcej: wyciszony, medytacyjny ton wielu wierszy, ich zakorzenienie w obrazach przyrody łączą świeżo upieczoną laureatkę ze szwedzkim poetą. Obok często podkreślanego przez literaturoznawców związku jej twórczości z mitologią śródziemnomorską, zauważyć też należałoby liczne inspiracje językiem biblijnym. Bóg jest w tej twórczości ważną postacią, choć poetka, pisząc o Nim, daje upust własnej wyobraźni, po swojemu przekształcając biblijny przekaz:

Oboje trwali w bezruchu, kobieta w smutku, mężczyzna wrastając w jej ciało. Ale Bóg patrzył. Czuli jak jego złote oko wysyła kwiaty w krajobraz. (...) świat wypełniał się jego blaskiem, jakby dla wyjaśnienia. (...) Stopniowo, po latach, sierść zniknęła z ich ciał aż stanęli w jasnym świetle wzajemnie obcy. (...) I z nic nie mówiących zieleni i brązów w końcu podniósł się Bóg. Jego wielki cień na chwilę przykrył śpiące ciała Jego dzieci. I wskoczył do nieba.

(„Lamentacje”, tłum. Piotr Zazula)

Granice między nimi

Tym, co rzuca się w oczy w tej poezji, jest, widoczny także w cytowanym przed chwilą fragmencie, powtarzający się motyw niemożności porozumienia między kobietą a mężczyzną, obcości między nimi:

Patrzyłam na deszcz padający ciężkimi strugami nad ciemniejącym miastem – Byłeś poza tym: zgadzałam się byś żył wedle swych chęci.

(„Eros”, tłum. Julia Hartwig)

Trudno w tych wyznaniach nie doszukiwać się nawiązań poetki do doświadczeń z własnej biografii – przede wszystkim do dwóch nieudanych małżeństw, zakończonych rozwodami. Zwłaszcza że Louise Glück wplata często do swojej poezji także inne wątki autobiograficzne. A jej życie obfitowało w traumatyczne doświadczenia. Noblistka, urodzona w 1943 r. w Nowym Jorku, w rodzinie mającej także korzenie węgiersko-żydowskie, od nastoletnich lat zmagała się z anoreksją. W jednym z esejów napisała później, że przyczyną choroby była chęć potwierdzenia własnej niezależności od matki. Glück łączyła też ten fakt ze śmiercią starszej siostry, które to zdarzenie miało miejsce jeszcze przed narodzinami poetki. Choroba wymagała aż siedmioletniej terapii psychoanalitycznej, która wiązała się z rezygnacją ze studiów. „(...) mój stan emocjonalny, skrajna sztywność zachowania i ogromne uzależnienie od rytuału uniemożliwiły inne formy edukacji” – wspominała.

Trauma przekuta w wiersze

Zamiast regularnych studiów Glück zaczęła pobierać lekcje pisania poezji w Sarah Lawrence College i uczestniczyła w warsztatach poetyckich w Columbia University School of General Education. To wpłynęło na wybór dalszej drogi życiowej. Jej debiutancki tom poetycki „Firstborn” (Pierworodna) z 1968 r. spotkał się z życzliwym przyjęciem krytyki, jednak po jego publikacji poetka doświadczyła czegoś w rodzaju psychicznej blokady, którą przerwał dopiero zbiór „The House on Marshland” (Dom na bagnach) z 1975 r. Tę właśnie książkę recenzenci uznali zgodnie za przełomową pozycję, w której autorka odkryła własny, niepowtarzalny głos.

W 1980 r. Louise Glück przeżyła kolejny dramat: pożar zniszczył jej dom w Vermont, a wraz z domem przepadło całe mienie. Jednak poetka przekuła tragedię w wiersze, które później wydała w tomie zatytułowanym „Triumf Achillesa” (1985). To właśnie za tę książkę, podejmującą wątki inspirowane mitami, baśniami i Biblią, Glück otrzymała prestiżową National Book Critics’ Circle Award. Podobne tematy rozwijała też w zbiorze wierszy „Ararat” (1990), nawiązującym tytułem do opowieści o potopie, zawartej w Księdze Rodzaju, a zainspirowanym bezpośrednio przez śmierć ojca:

Nauczyłam się istnieć, w reakcji, bez kontaktu ze światem: powiem ci czym chciałam być – przyrządem, który nasłuchuje. Nie obojętnym: nieruchomym. Kawałkiem drewna. Kamieniem.

(„Dawno temu byłam ranna”, przekład własny – Sz.B.)

Światło oddało nas światu

Inspiracją do napisania sześcioczęściowego poematu „Październik” stał się z kolei zamach na World Trade Center z 11 września 2001 r. Ttonacja tego poematu przypomina trochę inny wiersz kojarzony z tą tragedią, choć napisany ciut wcześniej – „Spróbuj opiewać okaleczony świat” Adama Zagajewskiego. Okazuje się, że nawet w obliczu traumy i granicznego cierpienia zadanie poety jest ciągle takie samo. Louise Glück pisze:

Tyle się zmieniło. A mimo to masz szczęście: ideały płoną w tobie jak gorączka. Albo może raczej – jak drugie serce. Piosenki się zmieniły, ale tak naprawdę ciągle są piękne. Żyją teraz w mniejszej przestrzeni, przestrzeni umysłu. Są mroczne, pełne pustki i udręki. (...) Nie zostaniesz oszczędzony – ani ty, ani to, co kochasz. Wiatr przyleciał i zniknął, rozdzierając umysł; pozostawił po sobie dziwną przejrzystość. Jakże jesteś uprzywilejowany, mogąc z pasją lgnąć do tego, co kochasz; utrata nadziei nie zniszczyła cię. Maestro, doloroso: Oto światło jesieni; ono oddało nas światu. Z pewnością przywilejem jest zbliżać się do końca, ciągle w coś wierząc.

(przekład własny – Sz.B.)

Poezja Louise Glück nie przynosi łatwych pocieszeń, jednak nie zatrzymuje się na pustce – jest ciągłym podnoszeniem się i kontynuowaniem wędrówki w poszukiwaniu sensu. Przedstawiony tu niewielki wycinek jej bogatej twórczości każe przypuszczać, że tegoroczny werdykt Akademii Szwedzkiej pozwoli czytelnikom w wielu miejscach na świecie, w tym także w Polsce, obcować z ciekawą poezją mówiącą o istotnych sprawach. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama