Kajś

Garść refleksji po lekturze książki Zbigniewa Rokity.

Książki znakomitej. Być może najlepszej „silesiany” od czasów pamiętnych „Listów z Rzymu” Kadłubka, choć sam autor bardziej ceni chyba kadłubkowe „Bezbronne myśli”.

W kolejnych rozdziałach „Kajś. Opowieści o Górnym Śląsku” Rokita zdaje czytelnikom raport ze swoich poszukiwań śląskości, własnej tożsamości, korzeni. Odbywa kolejne górnośląskie podróże w czasie i przestrzeni, spotyka własnych, nawet jemu mało znanych przodków, ale i persony niezwykle ważne dla regionu (Kazimierz Kutz, Michał Smolorz, Alojzy Lysko, czy wspomniany już Zbigniew Kadłubek pojawiają się tu wielokrotnie).

Najbardziej poruszający fragment? Chyba ten z zapisu debaty w katowickim teatrze Korez.

Na scenie Alojzy Lysko podpiera się laseczką i krzyczy: – Język jest fundamentem tożsamości! Jeśli my pozwolimy językowi śląskiemu umrzeć, to nas nie ma. Zbierajcie słowa, zachowajcie ich jak najwięcej!

Niby to prawda, ale… czy na pewno?

Mamy na Śląsku, że tak powiem, słowiańskie podejście do kwestii językowych. Białorusini i Ukraińcy bojąc się utraty swej tożsamości, odcinają się do rosyjskiego, Słowacy od czeskiego, Chorwaci od serbskiego itd., i tak od wieków. Tymczasem, że może być inaczej, widzimy w krajach, w których np. mówi się po niemiecku, czy angielsku. Austriacy, czy Szwajcarzy, Australijczycy, czy Szkoci, nadal pozostają przecież sobą. Nie stają się z automatu Niemcami, czy Anglikami, choć językami tych nacji posługują się na co dzień.

Dla nas, Ślązaków, to wciąż coś niewyobrażalnego. Niy godosz po ślónsku, niy jes żeś Ślónzok. Tyle tylko, że od dekad przybywa młodych, rodowitych Ślązaków, którzy gwarą/godką/językiem tym już się nie posługują. A i coraz więcej mamy przyjezdnych, ptoków, czy krzoków, którzy znowu korzeni śląskich nie mają, ale z racji miejsca zamieszkania, czy utożsamienia się z regionem, też się za Ślązaków uważają, o czym zresztą Zbigniew Rokita w swojej książce wspomina.

Przez dekady śląski (śląszczyzna?) dla wielu była problemem. Wstyd, wykluczenie, wypieranie się… - któż o tym nie słyszał lub sam tego nie doświadczył? Dziś mamy tendencję by się godką asić (jesteśmy z niej dumni), ale wychodzi nam to niemal wyłącznie na koszulkach, gadżetach, czy kawiarnianych szyldach. Dłuższe teksty, książki po śląsku pisane lub nań tłumaczone, są niestety ciężko czytalne. Nie sposób brnąć przez wszystkie te archaizmy i udziwizmy.    

A więc śląskość bez śląszczyzny? Bez osobnej godki/gwary/języka?

Dla nas, Ślązaków, to wciąż coś niewyobrażalnego. Niy godosz po ślónsku, niy jes żeś Ślónzok. Tyle tylko, że…

No właśnie.

*

Felieton z cyklu Okiem regionalisty

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg