Artyści i showmani

Dopóki sztuka nie będzie w cenie, ministerialny fundusz pozostanie jedynie konkursem na to, kto zrobi większy show.

Dwa miliony złotych dla firmy rapera Miuosha, prawie 1,9 mln dla spółki braci Golców, 750 tys. dla firmy Beaty Kozidrak i podobna kwota dla jej zespołu Bajm, 520 tys. dla discopolowej grupy Weekend – to tylko niektóre z kwot przyznanych początkowo w ramach ministerialnego Funduszu Wsparcia Kultury. W niektórych przypadkach przekraczają one nawet dziesięciokrotnie dotacje przyznane teatrom czy filharmoniom. Informacja o takim rozdzieleniu środków publicznych w dobie pandemii wywołała oburzenie opinii publicznej. Czy słusznie? Sprawa jest nieco bardziej skomplikowana, niż się wydaje, ale wadliwość programu trudno podważyć.

Miliony dla milionerów?

Kiedy piszę te słowa, realizacja programu, nazywanego już złośliwie przez niektórych „Celebryta+”, została pod wpływem medialnej wrzawy wstrzymana, a lista beneficjentów przekazana do ponownej weryfikacji. Jednak podstawowe pytanie: jak w ogóle mogło dojść do takiego rozdzielenia środków publicznych w dobie pandemii – nadal jest podnoszone. I dobrze, bo rzecz domaga się wyjaśnienia.

Przypomnijmy. Kontrowersje dotyczą puli 400 mln zł, które miały, według wspomnianej listy, zostać rozdzielone pomiędzy 2064 podmioty związane z branżą artystyczną – muzyczną, teatralną i taneczną – wspierając ich bieżącą działalność. Teoretycznie nic w tym dziwnego, bo właśnie ta branża była jedną z tych, które z powodu koronawirusa ucierpiały najbardziej: zamrażana jako pierwsza, najwolniej odmrażana, a następnie zamrożona ponownie. Potrzeba wsparcia tego sektora wydaje się więc czymś oczywistym. Jednak sposób rozdzielenia środków, zaproponowany przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, już oczywisty nie jest. Wiele bowiem wskazuje na to, że spora część pieniędzy powędrowała wcale nie do tych, którzy najbardziej ich potrzebowali. „Miliony przyznano milionerom” – taki przekaz otrzymała opinia publiczna. Jest on oczywiście sporym uproszczeniem, bo lista beneficjentów jest bardzo różnorodna (dla równowagi dodajmy, że np. po 4 mln zł dostały Teatr Muzyczny w Gdyni i Teatr Muzyczny Roma, niewiele mniej – Teatr Kwadrat, a 2,8 mln zł powędrować ma do Opery i Filharmonii Podlaskiej), ale trudno się dziwić, że wzbudził ogromne emocje.

Sami artyści różnie zareagowali na ogłoszenie listy beneficjentów. Jedni widzą w niej – celowe lub niezamierzone – dzielenie środowiska (Donatan, Piotr Rubik), inni ubieganie się o tak wielkie pieniądze w obecnej sytuacji traktują wręcz jako niemoralne (Kazik Staszewski, Grzegorz Markowski), a jeszcze inni wyjaśniają, że skoro zatrudniają ludzi i uczciwie płacą podatki, to nie ma niczego nagannego w startowaniu w konkursie, w którym każdy mógł wziąć udział (Kamil Bednarek). Faktycznie, trudno dziwić się ludziom kultury, że wystąpili o duże środki, skoro otrzymali taką możliwość. Zapytać jednak należałoby, czy rząd zaproponował pomoc adekwatną do rzeczywistych potrzeb.

Naczynia połączone

Minister Piotr Gliński tłumaczy, że wszystko odbyło się zgodnie z przyjętym wcześniej algorytmem: wysokość rekompensat była obliczana na podstawie danych księgowych i statystycznych za rok 2019. Kryteria dotyczyły więc m.in:. spadku przychodów instytucji lub przedsiębiorcy w porównaniu z rokiem poprzednim, liczby zatrudnionych osób, odwołanych imprez czy też zadłużenia przedsiębiorców spowodowanego pandemią. Cały proces przyznawania dotacji wydaje się przejrzysty i trudno zakładać, że przebiegał nieuczciwie. Problem leży w samych kryteriach.

Zwróćmy uwagę: największe szanse w programie miały firmy reprezentujące tych artystów, którzy w czasach „przedcovidowych” zarabiali dużo. Można się więc domyślać, że są to zwykle osoby, które same takiej pomocy nie potrzebują, bo przez lata miały okazję zgromadzić spore środki finansowe. Niektóre z nich występowały w reklamach, inne są autorami lub wykonawcami piosenek często granych w stacjach radiowych i telewizyjnych, co wiąże się z otrzymywaniem przez nie nadal wcale nie małych tantiem. Ministerstwo podkreśla, że „wsparcie nie dotyczy jednostkowych postaci – za każdym człowiekiem działającym w kulturze stoi mnóstwo firm i osób, które umożliwiają całą działalność. To firmy nagłośnieniowe, oświetleniowe, osoby zajmujące się księgowością czy wsparciem prawnym. Pomoc otrzymały samorządowe instytucje kultury, przedsiębiorcy i organizacje pozarządowe. Celem Funduszu jest obiektywne wsparcie całej branży, która jest systemem naczyń połączonych”.

Czy jednak pieniądze faktycznie w każdym przypadku trafią do wszystkich pracowników i podwykonawców danego artysty? Nie jest to takie oczywiste, bo zależy od tego, co zostało wpisane we wniosku. Wprawdzie część artystów deklaruje, że tak właśnie będzie, a nawet – jak wspomniany Miuosh – że oni sami nie zobaczą z tej dotacji nawet złotówki, ale krytycy programu wskazują, że taka deklaracja nie była warunkiem koniecznym znalezienia się na liście beneficjentów. Ministerstwo tak odpowiada na ten zarzut: „Beneficjenci Funduszu są zobligowani do rozliczenia się z zadeklarowanych kosztów kwalifikowalnych i przypisanych im we wniosku wydatków do 15.01.2021 r. Zatem nie ma (przynajmniej wedle założeń przyjętych przez FWK) możliwości, żeby artysta czy zespół skonsumowali te środki na prywatne potrzeby. Wnioski przeszły ocenę również pod kątem planowanych projektów, które, jeśli się nie odbędą lub odbędą się w innej niż zadeklarowana formie, to środki będą podlegały zwrotowi do Funduszu. To, na co zostaną przeznaczone środki, również podlegało ocenie”.

Nieujęci w programie

Nie zmienia to faktu, że regulamin, zawierający wiele poważnych niedociągnięć, stwarzał dość duże możliwości kombinowania. Dziwi sytuacja, w której na liście beneficjentów może znaleźć się więcej firm skupionych wokół tego samego artysty (np. sam Kamil Bednarek otrzymał pół miliona złotych, ale ponad drugie tyle powędrowało do jego szwagra – menedżera). Absurdem wydaje się też wrzucenie do jednego worka teatrów czy filharmonii z osobami zajmującymi się organizacją wesel, gwiazdami disco polo czy nawet... biurami rachunkowymi, luźno tylko związanymi z działalnością kulturalną. Brak kryterium jakościowego przy przyznawaniu dotacji to poważny błąd, potęgujący poczucie niesprawiedliwości.

Najważniejsze jest jednak to, że ogromna grupa ludzi kultury nie miała żadnej szansy, by skorzystać z ministerialnego funduszu. Program został bowiem zaadresowany do firm i stowarzyszeń. A co z tymi, licznymi przecież, artystami, którzy utrzymują się wyłącznie z umów o dzieło czy zleceń? To właśnie oni najsilniej odczuwają skutki pandemii. Podobnie rzecz się ma z dużą częścią techników, dźwiękowców czy oświetleniowców, którzy rzadko zatrudniani są na umowę o pracę. Można mieć zatem duże wątpliwości, czy podczas ewentualnego dzielenia środków przez beneficjentów te osoby zostaną uwzględnione. Ministerstwo odpowiada: „Fundusz Wsparcia Kultury nie jest programem pomocy socjalnej. Pomoc socjalna jest przez MKiDN wypłacana w postaci zapomóg od kwietnia br. Wypłacono już ok. 10 000 zapomóg na łączną kwotę ok. 20 000 000 zł. Natomiast FWK rzeczywiście jest skierowany do instytucji i osób aktywnych i przedsiębiorczych”. Dobrze, wyliczmy więc średnią kwotę zapomogi w ramach pomocy socjalnej: wychodzi ok. 2 tys. zł na osobę. Jeden raz, przez pół roku – dla osoby, która straciła swoje główne źródło utrzymania!

Jasne, celem Funduszu Wsparcia Kultury ma być ożywienie dużej części sektora artystycznego. Jednak nacisk na minimalizowanie ewentualnych strat z powodu niemożliwości realizacji dużych przedsięwzięć, w momencie gdy spora część tego samego sektora pozostaje bez środków do życia, świadczy, niestety, o braku wyobraźni ministerialnych urzędników. I o nieznajomości warunków, w jakich egzystuje duża część branży kulturalnej. Ci, którzy goszczą w telewizyjnych show, to naprawdę niewielka część środowiska artystycznego. Zapominanie o tym jest częścią dłuższego, szkodliwego procesu, który można zauważyć na różnych szczeblach władzy: utożsamiania kultury z rozrywką, i to często nie najlepszej jakości. To proste przedłużenie trendu nachalnej promocji disco polo w telewizji publicznej i spychania wartościowej sztuki na margines, najczęściej do kanałów tematycznych. Dopóki sztuka nie będzie w cenie, ministerialny fundusz pozostanie jedynie konkursem na to, kto zrobi większy show. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg