Dla Boga i Polski

Ukazała się książka, dzięki której możemy zobaczyć przełomowe wydarzenia historii Polski oczami ich świadka. „Pamiętnik kapelana wojskowego i inne zapiski z lat 1914–1945” Dominika Ściskały to prawdziwy wydawniczy rarytas.

Wspaniale opracowany, opatrzony obszernym wstępem ks. Szczepana Kowalika oraz szczegółowymi przypisami i bogato ilustrowany tom wspomnień ks. Dominika Ściskały to zarówno świadectwo niezachwianej wiary kapłana, jak i nieocenione źródło historyczne.

Autor pamiętnika urodził się w 1887 roku w Końskiej w powiecie cieszyńskim. Po święceniach kapłańskich został wikariuszem w Dziedzicach. W 1915 roku dostał powołanie do wojska jako jeden z wielu kapelanów z różnych narodów monarchii austro-węgierskiej. Wymieniony w tytule „Pamiętnik kapelana wojskowego”, obejmujący okres od sierpnia 1914 do listopada 1918 roku, został wydany już wcześniej dwukrotnie, natomiast zapiski od roku 1919 do 1945 ukazują się drukiem po raz pierwszy.

Chcą urządzać Polskę bez Boga

W sierpniu 1918 roku ks. Ściskała został przeniesiony do Radomia na stanowisko kapelana komendy powiatowej. Nigdy wcześniej nie był w Radomiu, nie znał tam nikogo. Jak wspomina, wszystkich zrażał jego austriacki mundur, bo nie wiedzieli, co naprawdę kryje się w jego sercu. Do jego obowiązków należała także opieka duszpasterska nad skazanymi przebywającymi w więzieniu pod zarządem wojskowym. Wśród więźniów znajdowali się skazani na śmierć i dożywocie. „Co do takich mówić, jak do nich przemawiać? Nikt nie rodzi się z kajdanami na rękach, nikt nie rodzi się zbrodniarzem. Dopiero staje się nim wskutek warunków, w jakich żyje, przez to, że pozwolił rozrosnąć się złemu w swojej duszy” – autor pamiętnika, zastanawiając się nad źródłem zła, głęboko współczuje więźniom.

Po proklamowaniu w listopadzie 1918 roku Tymczasowego Rządu Ludowego w Lublinie ks. Ściskała, który znał kilku jego członków, napisał: „To ludzie nie do rządów”. Nie podobał mu się program rządu, który „zbywa milczeniem Boga, widocznie chcąc urządzać Polskę bez Boga”. Odmówił też odebrania od żołnierzy przysięgi na rząd lubelski, bo ten „sam się zamianował i zapowiada pośrednio walkę z Kościołem, nie licząc się wcale z przekonaniami ludu polskiego”. Wobec groźby aresztowania Ściskała złożył dymisję z wojska. Przysięga odbyła się, ale „bez księdza, bez krzyża, bez Ewangelii”. „Dziwna rzecz, że choć dałbym się za Polskę pociąć na kawałki, po kilku dniach służby w wojsku polskim jestem zmuszony z tego wojska wystąpić” – gorzko skomentował to wydarzenie w swoim dzienniku. Przez Radom przelewały się manifestacje ugrupowań lewicowych i prawicowych. W czasie jednej z nich grupa socjalistycznych demonstrantów zaatakowała pochód przeciwników rządu lubelskiego, podarła sztandar z Matką Boską Częstochowską, pobiła kijami uczestników pochodu, a następnie zdarła i wdeptała w ziemię obraz Matki Boskiej znajdujący się na sztandarze Zjednoczenia Polek. Ksiądz w swoich kazaniach nie szczędził słów potępienia dla tych czynów. Postawiło go to w trudnej sytuacji, bo każdy taki pochód zatrzymywał się teraz przed jego mieszkaniem, wznosząc nieprzyjazne okrzyki, a jakieś delegacje „nazywające się reprezentantami ludu roboczego” wzywały go na sąd partyjny. Ze względu na nawał obowiązków kapłan prawie przez rok nie prowadził codziennych zapisków.

Za Polską

W październiku 1919 roku ks. Ściskała wyjechał z Radomia do Cieszyna. Został powołany przez Radę Narodową, by w imieniu Związku Katolików „stanąć na czele akcji plebiscytowej na Śląsku Cieszyńskim przeciw uroszczeniom czeskim”. W Cieszynie jako sekretarz Głównego Komitetu Plebiscytowego miał „agitować między ludnością za Polską”. Ksiądz nie ukrywa, że taka robota zawsze go „ciągnęła”.

To niezwykle ciekawy fragment dziennika, bo mało kto orientuje się, w jak dramatycznych okolicznościach zapadały decyzje o przebiegu granic Śląska Cieszyńskiego. Ściskała odgrywał tu bardzo aktywną rolę, a jego relacja z pierwszej ręki jest niezwykle barwna i pełna szczegółów. W czasie swojej działalności w Głównym Komitecie Plebiscytowym brał udział w wiecach mieszkańców Śląska Cieszyńskiego, wygłaszał referaty na zaproszenie różnych stowarzyszeń, uczestniczył w niezliczonej ilości spotkań, przemawiając na temat aktualnej sytuacji. Jednak najpierw wspólnie z innymi członkami Komitetu podjął działania organizacyjne, tworząc „sprawnie funkcjonującą maszynę do agitacji”, czyli lokalne i okręgowe komitety plebiscytowe, instrukcje dla „wyrobionych ludzi do opanowania każdej miejscowości i obrony przed obcą agitacją”.

„Wpływy ślązakowskie (zwolenników Śląskiej Partii Ludowej akcentującej odrębność narodową Ślązaków i separatyzm dzielnicowy) odbijają się wciąż w kierunku przeciwnym Polsce. Lud katolicki jest za Polską. Agitacja czeska kwitnie między Niemcami i Ślązakowcami. Agitują mąką, cukrem, środkami żywnościowymi. My mamy pod tym względem ciągle trudności wobec spustoszenia Polski w czasie wojny, problemów wewnętrznych i wojny z bolszewikami” – autor podkreśla trudności, jakie stały przed działaczami Głównego Komitetu Plebiscytowego. Ostatecznie do plebiscytu nie doszło, cała praca poszła na marne, a o podziale Śląska Cieszyńskiego zdecydowała Rada Ambasadorów. Był to podział dla nas niekorzystny, a dla ks. Ściskały, który wierzył, że plebiscyt przyniesie pozytywne rozwiązania w kwestii granic, była to wręcz tragedia. Wkrótce ksiądz wyjechał do Bielska, jednak nie podobała mu się panująca tam atmosfera, bo „Niemcy, którzy byli przedtem dość potulni, dziś nabrali otuchy, są nawet agresywni i pewni siebie”. Uważał też, że na polskich robotników zbyt duży wpływ wywarła „agitacja klasowa”.

Po otrzymaniu publicznej nagany z Generalnego Wikariatu w Cieszynie za upominanie się o lepsze warunki bytu materialnego księży na Śląsku, które rzeczywiście były tragiczne, ks. Ściskała zwrócił się do kard. Adolfa Bertrama o zezwolenie na przejście z diecezji wrocławskiej do diecezji sandomierskiej. Kardynał zgodził się, a ksiądz został proboszczem w parafii Trójcy Świętej w Wierzbniku w województwie kieleckim.

Rozebrali wszystkie rodziny do siebie

Kapłan prowadził intensywną działalność duszpasterską, starał się o powiększenie kościoła. Tam zastał go zamach majowy Piłsudskiego. Ksiądz Ściskała nie był entuzjastą marszałka. Uważał, że jego kult jest sztucznie wpajany, a Piłsudski „umiał zawsze dobrze się reklamować. Mało kto jest w możności ocenić obecne fakty z punktu widzenia etyki i moralności katolickiej, która postępek Piłsudskiego określi zawsze jako bunt, rokosz i ciężki grzech, złamanie przysięgi”. Zamach nazywa w pamiętniku „zbrodnią warszawską”.

W 1929 roku opuścił Wierzbnik i wrócił do Radomia. Jako proboszcz parafii Opieki Najświętszej Maryi Panny przetrwał tam trudne lata niemieckiej okupacji. To kolejny niezwykle interesujący wątek pamiętnika, spisywanego, kiedy tylko czas mu na to pozwalał. Pokazuje szczegółowo realia życia ludności cywilnej i sytuację duchownych Kościoła katolickiego w czasie okupacji. Ksiądz starał się pomagać przybywającym transportami wysiedleńcom z Gdyni, Bydgoszczy i innych rejonów Polski, którzy po przyjeździe na dworzec byli pozostawiani samym sobie. Tysiąc Polaków z Gdyni zakwaterował w kościele, a następnie poprosił swoich parafian, by „zabrali do siebie kogo mogą, ścieśnili się w mieszkaniach”. Po nabożeństwie różańcowym zgłosiło się tyle ludzi, że „rozebrali wszystkie rodziny do siebie i kościół został opróżniony”. Podobne sytuacje powtarzały się wielokrotnie, zresztą ks. Ściskała wiele czasu i sił poświęcał działalności charytatywnej na rzecz znajdujących się w potrzebie, zarówno mieszkańcom miasta, jak i wypędzanym ze swoich rodzinnych stron przybyszom. W 1940 roku za zgodą biskupa został członkiem radomskiego oddziału Rady Głównej Opiekuńczej niosącej pomoc poszkodowanym przez wojnę.

Zapiski wojenne w latach 1942–1943 prowadzone są raczej nieregularnie, dopiero pod koniec wojny, w roku 1944, ksiądz częściej na bieżąco opisuje rozgrywające się wokół wydarzenia. Pojawia się tu kolejny ciekawy wątek. „Wczoraj wezwano mnie do komendy policji niemieckiej, ul. Reja 5, i tam polecono mi urządzić nabożeństwo dla jeńców Polaków pochodzących z dywizji gen. Berlinga” – notuje pod datą 11 sierpnia ks. Ściskała. W swoich zapiskach komentuje też wydarzenia znane mu z przekazywanych sobie wzajemnie, nie zawsze prawdziwych informacji. Szczególnie boleje nad tragedią powstania warszawskiego, które uważa za nieszczęście. „Największy wróg narodu nie mógłby lepiej zniszczyć fizycznie państwa i narodu. Pewnie Pan Bóg i to potrafi obrócić na dobro narodu i Warszawy, ale tak jak jest dziś, to sytuacja jest okropnie ciężka i smutna, wprost beznadziejna” – to gorzkie słowa w ustach wielkiego patrioty, jakim był duchowny.

Ostatni zapisek ks. Ściskały pochodzi z 16 stycznia 1945 roku, czyli dnia wkroczenia Armii Czerwonej do Radomia. Autor pamiętnika zmarł tuż po zakończeniu wojny – 4 czerwca 1945 roku w Radomiu, i tam też został pochowany.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg