Polecamy na VOD: LBJ

Większości z nas LBJ mówi nam pewnie mniej niż JFK. A szkoda…

Lyndon Baines Johnson – bo tak należy rozszyfrowywać ów skrót – był 36 prezydentem stanów zjednoczonych, a więc tym, który został zaprzysiężony po zamordowaniu JFK – Johna Fitzgeralda Kennedyego. To właśnie Johnsonowi poświęcił swój nakręcony w 2016 roku film Rob Reiner – aktor, ale i całkiem sprawny reżyser, który w dorobku ma m.in. takie tytuły, jak „Ludzie honoru”, „Choć goni nas czas”, czy kultowy „Kiedy Harry poznał Sally”.

„LBJ” jest obrazem biograficznym, politycznym, momentalnie kojarzącym się ze słynnym „JFK” Oliviera Stone’a. Tam mieliśmy przy okazji thriller, szpiegowski dreszczowiec – tu twórca koncentruje się bardziej na osobowości, psychologii tytułowego bohatera, w którego wcielił się Woody Harrelson. I zagrał kapitalnie. Momentami ma się nawet wrażenie, że to nie on, a George C. Scott, powtarzający swą charyzmatyczną kreację z „Pattona”. Ale też tak napisana jest ta rola.

LBJ wciela się tu bowiem w niezwykle doświadczonego i wytrawnego polityka, który świetnie potrafi balansować, negocjować, dogadywać się zarówno z demokratami, jak i z republikanami. Ma także świadomość tego, że Kennedy to co prawda „koń wystawowy”, ale takim pola nie zaorasz. I od ciężkiej, a czasem i brudnej roboty, jest właśnie on - Lyndon Baines Johnson. Choć z drugiej strony doświadczenie, talent, czy wiedza niezbyt liczą się w dzisiejszej polityce. To raczej uroda, nazwisko oraz fortuna Kennedych zapewniają w niej sukces.

A mimo to Johnson się nie poddaje. Krok po kroku, ugoda za ugodą, załatwia kolejne sprawy, „zdobywa punkty”, budując sobie coraz silniejszą pozycję i przede wszystkim prestiż. I, doprawdy, fascynujący to spektakl – obserwować człowieka tak bardzo świadomego swego celu. Trzymającego nerwy na wodzy. Wiedzącego, jak bardzo w polityce liczy się cierpliwość i czekanie na właściwy moment. Na odpowiedni czas.

Tak było właśnie z ustawą o prawach obywatelskich dla Afroamerykanów z 2 lipca 1964. Czterech poprzednich prezydentów nie było w stanie przekonać do niej senackiej większości. Udało się dopiero Johnsonowi, a właściwie dwóm prezydentom na raz, bo jak sam mówił po zaprzysiężeniu: w Białym Domu jest nie tylko on, ale także drugi prezydent. Duch. Męczennik. Kennedy.    

Świetne widowisko. Doskonale zagrane, perfekcyjne „skomponowane”, pokazujące, że polityka naprawdę może być sztuką. A może to tylko magia kina, zaś w rzeczywistości było zupełnie inaczej?

Bez względu na wszystko, naprawdę warto ten film obejrzeć. Jest dostępny on-line na platformach Player i Canal+.

Tekst z cyklu Filmy wszech czasów

W weekend w tv i na VOD: LBJ

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

Reklama