Po prawie 180 latach istnienia budynek zabytkowej lniarni w Mysłakowicach zniszczyły buldożery. Budynek, który był wzorem dla XIX-wiecznej przemysłowej Europy, jest na liście zabytków. Konserwator złożył wniosek do prokuratury.
Pięciokondygnacyjny budynek powstał w latach 30. XIX wieku. Był trzonem fabryki, którą zbudowano jako Królewską Manufakturę Lniarską (Königliche Leinenmanufaktur). Zakład w Mysłakowicach przez dwa wieki budził zachwyt inżynierów i architektów w całej Europie. Na podstawie jego planów powstały m. in. zakłady w Żyrardowie (znane m. in. z „Ziemi obiecanej” Wajdy) i Bielefeld w ówczesnych Prusach.
Budynek wpisano 7 lat temu do rejestru zabytków. Był powodem do dumy mieszkańców Mysłakowic – budynek był jedyną zabytkową fabryką wśród zameczków Doliny Pałaców i Ogrodów. Koniec jego historii miał jednak odbyć się niespodziewanie i w sposób utajony.
– Nie wiedzieliśmy, że obecny właściciel zakładów lniarskich „Orzeł”, na których terenie znajduje się zabytek, sprzedał go innej osobie – mówi Wojciech Kapałczyński, konserwator zabytków z Jeleniej Góry. – Ta osoba bez zgody starostwa zaczęła budynek rozbierać – wyjaśnia. Swoją zgodę na rozbiórkę starostwo w Jeleniej Górze uzależniło od zgody konserwatora. Nowy właściciel nie zwrócił się jednak do niego z tą sprawą, prawdopodobnie uznając sprawę za z góry przegraną.
Wyburzanie zaczął więc na własną rękę i bezprawnie. – Jeszcze w weekend widziałem, jak budynek stał – opowiada Emil Mendyk, mieszkaniec Mysłakowic, przewodnik sudecki i promotor Dróg św. Jakuba w Polsce. – Przy nim stały już jakieś maszyny budowlane, spychacze i koparki, ale nic nie zapowiadało, że będą burzyć fabrykę – mówi. Większość osób przechodząc obok, myślało, że chodzi o naprawę uszkodzonego dachu. W czwartek wieczorem z zabytkowej fabryki została już tylko jedna trzecia dawnej kubatury. Reszta leżała w gruzach.
Roman Tomczak /GN
Zniszczenia zabytkowego budynku są znaczne. Być może uda się jednak uratować najstarszą część fabryki
Mieszkańcy Mysłakowic byli wstrząśnięci. – To barbarzyństwo! – złości się Marek Burda, regionalista, kiedyś, w latach 80., pracownik lniarni. – Po kryjomu, wstydliwie, tając prawdziwe zamiary, pozbawia się nas wszystkich skarbu architektury przemysłowej, z jego historią i wielkim potencjałem. Ten budynek, jeśli już nie służył produkcji, można było zagospodarować na milion sposobów, i jeszcze by przynosił zyski gminie albo właścicielom – uważa Burda. Jeleniogórski konserwator zabytków złożył w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury oraz wystąpił w nakazem wstrzymania prac rozbiórkowych. – Może jeszcze nie jest za późno. Zdaje się, że nietknięta jest najstarsza część budynku. Być może tę część uda się uratować – mówi Wojciech Kapałczyński.
Miłośnicy starej architektury żałują, że o budynek nikt nie zadbał wcześniej. – W bliźniaczym budynku pofabrycznym w Bielefeld powstała Volkshochschule, czyli coś na kształt uniwersytetu trzeciego wieku i domu kultury – wskazuje jedno z rozwiązań Emil Mendyk. – Znamy wszyscy przykłady z warszawskiej Pragi, gdzie stare budynki przemysłowe, przebudowane na tzw. lofty, są dziś najdroższymi i najbardziej poszukiwanymi powierzchniami mieszkalnymi. W Łodzi z pofabrycznych XIX-wiecznych hal robi się wielkie domy towarowe i hotele. W Mysłakowicach, oddalonych o kilka kilometrów od zapchanego Karpacza i Jeleniej Góry, byłoby to znakomite miejsce na hotel. Wybrano jednak rozwiązanie najgorsze i najgłupsze – uważa. Ciekawostką jest to, że w ostatnich latach do Mysłakowic przyjeżdżały z Bielefeld wycieczki turystów, chcących zobaczyć bliźniaczy zakład.
Zakłady lniarskie w Mysłakowicach powstały w 1837 roku. Przez cały okres swojego istnienia jako jedna z niewielu fabryk w Europie produkował wyroby lniane „od A do Z”, czyli od pozyskania włókien z surowca, aż do gotowego produktu. W latach świetności lniarnia zatrudniała kilka tysięcy osób. Po wojnie upaństwowiono zakład, nadając mu wdzięczne imię „Orzeł”. Wyroby z „Orła” podbijały świat, sprzedawano je na wszystkich kontynentach. W 1961 roku „Orzeł” zadebiutował na Targach Poznańskich. W 1966 większość produkcji sprzedawano do USA, Anglii, Skandynawii, Niemiec i Australii. Zakład zatrudniał wtedy prawie 3 tysiące osób. Po 1989 r. nastały ciężkie czasy dla „Orła”. Zatrudnienie drastycznie zredukowano.
W 2010 zakłady „Orzeł” ogłosiły upadłość, a we wrześniu 2011 r. kupiła go w przetargu grupa polskich przedsiębiorców z branży lniarskiej. Nowi właściciele zapewniali wówczas, że zmodernizują fabrykę i postawią na rozwój i jakość. Zakład miał produkować nowe wzory i rodzaje tkanin lnianych oraz lniane opatrunki. Jednak zatrudnienie zredukowano do 25, później podwyższono do ok. 30. „Orzeł” produkuje obecnie głównie lniane bandaże. Produkcja nie odbywa się w głównym budynku, który od lat stał opuszczony. Zakłady „Orła” w Mysłakowicach są obecnie jedynym, obok fabryki „Świat Lnu” w Kamiennej Górze, zakładem produkującym wyroby lniarskie w Polsce.
Loteria "Picasso za 100 euro", organizowana od 2013 roku, odbyła się po raz trzeci.
Od wczesnej młodości miewał objawienia religijne. Nowa książka "Gogol. Zagadka".
120 tys. zł na naprawę Kościoła pw. Miłosierdzia Bożego w Kaliszu.
W dniach 16–19 kwietnia w Warszawie odbędą̨ się̨ 31. Targi Wydawców Katolickich.
Odznaczona Orderem Orla Białego, tytułem Sprawiedliwy wśród narodów świata...
Odkrywanie wieczności przez autora głośnych wywiadów z Benedyktem XVI.