Pisarz z Krainy Deszczowców

Sto lat temu urodził się autor książek o przygodach Baltazara Gąbki. To dziś klasyka literatury dziecięcej. I fenomen kultury masowej końca XX wieku w Polsce.

Charakterystyczne zmiany pojawiły się także w filmowej wersji „Porwania Baltazara Gąbki”. Gdy słyszymy Bartolini Bartłomiej, od razu dodajemy w myślach – herbu Zielona Pietruszka (mamma mia). Tymczasem w książce ten sam kucharz szczycił się herbem „Dwa Widelce i Udziec Barani”. Widać w dobie przejściowych trudności na rynku mięsnym i tu niezbędna okazała się wegetariańska korekta.

Ale momentami było „i śmieszno, i straszno”. Jeszcze przed premierą pierwszego tomu wezwano Pagaczewskiego do siedziby cenzury, podejrzewając grubą prowokację. Oto jeden z wpływowych mieszkańców Krainy Deszczowców został nazwany Moczarkiem. A był to rok, w którym gen. Mieczysław Moczar objął szefostwo MSW. Awantura była ponoć całkiem serio. Czytelnicy i miłośnicy kultowego serialu nie mieli nigdy się dowiedzieć, że pan Mżawka pierwotnie zwał się Moczarkiem.

Tajny Urząd Spraw Podejrzanych

Tak się wtedy pisywało. Ponieważ komuna była w literaturze „światem nieprzedstawionym”, najcelniejsze teksty o PRL pisali autorzy fantastyki, współczesność ubierano w kostium historyczny lub baśniowy. – Ojciec mawiał, że dorośli zwykli czytać między wierszami, a dzieci wszystko biorą dosłownie. Chciał zadowolić obie grupy czytelników. I chyba mu się to udało – ocenia Tomasz Pagaczewski.

Nie byłoby jednak sukcesu Baltazara Gąbki and Co., gdyby nie świetnie skrojona fabuła i błyskotliwy język. Pagaczewski stworzył cykl detektywistyczny, wartką, trzymającą w napięciu akcję, bawiąc się konwencjami i cytatami. W kolejnych częściach cyklu znajdujemy też całą masę neologizmów, zabaw językowych, żartów słownych.

Humor Pagaczewskiego jest ciepły, lekko absurdalny, czerpiący z tradycji krakowskiej „Zielonej Gęsi”. Rzezimieszki z bandy Krwawej Kiszki (zwani w wersji filmowej antyzbójcami) zamiast rabować wędrowców, obsypują ich prezentami (i lepiej im nie odmawiać). Natomiast zamach na życie Smoka odbywa się przy użyciu trującego dżemu z muchomorem na etykiecie. Z takim podstępem może sobie poradzić jedynie Tajny Urząd Spraw Podejrzanych. Część żartów ma też wymiar nieomal proroczy. Na przykład Salamandrus, dozorca Jeziora Tysiąca Nenufarów, ubolewa, że nie może przejść na emeryturę, bo ma dopiero 98 lat, a władza właśnie podniosła wiek emerytalny do lat 300.

Świat za 5 dolarów

Prawdziwa władza ludowa nie prześladowała Pagaczewskiego, przeciwnie, w epoce późnego Gierka obsypano pisarza całkiem poważnymi odznaczeniami i wyróżnieniami. Ale on sam niespecjalnie dbał o karierę, a pieniądze się go „nie trzymały”. Syn wspomina, że poza krótkimi epizodami (m.in. w „Tygodniku Powszechnym”) ojciec w ogóle nie pracował etatowo. Dom utrzymywała raczej mama, pracująca w aptece. Zarobki pisarza były jak na owe czasy niezłe, acz bardzo nieregularne.

Animowaną wersję „Porwania Baltazara Gąbki” w 13 odsłonach zrealizowano w Bielsku-Białej. Pagaczewski odstąpił wytwórni prawa do swego bestsellera za równowartość samochodu marki Trabant. Pierwszego, jaki pojawił się w rodzinie. Ale pan Stanisław i tak nim nie jeździł, bo nigdy nie zdecydował się na zrobienie prawa jazdy. Najchętniej pływał – po ciepłych morzach, głównie statkami handlowymi, korzystając z darmowego biletu, jaki mu przysługiwał z tytułu członkostwa w Pen Clubie. Potrafił zwiedzić całą Afrykę, mając pięć dolarów w kieszeni.

Pisał dużo, ale żadna z jego książek nie zdobyła tak wielkiej popularności jak trylogia o przygodach baśniowych przyjaciół z Grodu Kraka. Zmarł w 1984 roku, gdy serial animowany doczekał się już miana kultowego, a cytaty z książek i filmów weszły do potocznego języka. Zmarł w Krakowie, któremu na zawsze pozostał wierny. W ostatniej części trylogii, gdy jej bohaterowie przenoszą się do czasów współczesnych, Bartolini Bartłomiej na wieść, że stolicą Polski jest Warszawa, pyta: „A co to takiego?”

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama