Czy filozofia może być "sposobem na życie"?

Jeżeli stawiam takie pytanie, to przynajmniej dopuszczam myśl, że filozofia może być „sposobem na życie”. „Sposób na życie” to trochę zasłona dymna na coś znacznie poważniejszego niż „sposób”: cel życia, sens życia, pasja życia.

„Sposób” brzmi skromniej, bardziej na miarę naszych małych ambicji. Mam sposób na spędzenie wolnego czasu. Mam sposób na przechodzenie jezdni na ruchliwym skrzyżowaniu. Mogę mieć sposób na życie. Słowa są jak opakowanie: dobrze jest, by ładnie brzmiały, ale naprawdę ważne jest to, co znajduje się w środku. A więc jednak trochę jak cel i sens: ażeby można było przesycić treścią, zorganizować kierunek działania i być w gotowości, gdy trzeba wypełnić motywacyjną dziurę.

I także pasja. Niekoniecznie, i w każdym razie nie zawsze, w znaczeniu emocjonalnym. Ludzie miewają różne pasje: muzyka, zbieranie znaczków, podróże... Nie ma takiej pasji, która by dostarczała tylko chwile wzruszeń. Często pasja wymaga poświęceń. I jeżeli pasja jest prawdziwa, podejmuje się je bez większych kalkulacji.

Czy filozofia może być tym wszystkim? A może jeszcze czymś więcej? Bo filozofia, zgodnie ze swą grecką etymologią, jest przyjaźnią mądrości. A taka przyjaźń zobowiązuje. Pierre Hadot w swojej mądrej książce "Filozofia jako ćwiczenie duchowe" pisze: „A zatem prawdziwa filozofia w starożytności to ćwiczenie duchowe. Teorie filozoficzne są albo wprost oddane w służbę praktyki duchowej – jak w wypadku stoicyzmu i epikureizmu – albo wzięte jako przedmiot ćwiczeń intelektualnych, to znaczy praktyki życia kontemplacyjnego, które w końcu samo jest niczym innym niż ćwiczenia duchowe. Niepodobna więc zrozumieć teorii filozoficznych starożytności, nie biorąc pod uwagę tego konkretnego wymiaru nadającego im ich prawdziwe znaczenie”. Myślę, że dotyczy to nie tylko filozofii starożytnej Grecji, choć tam ten „etyczny wymiar” był deklarowany częściej niż gdzie indziej. Wystarczy tylko nieco uważniej przeczytać, nawet przypadkowo wybrane, pisma wielkich filozofów – takich jak Leibniz czy Kant – by się przekonać, że filozoficzne myślenie było dla nich wręcz sztuką religijną. Nie mówiąc o filozofach chrześcijańskich – Augustyn lub Tomasz z Akwinu – którzy czerpali swoją filozofię po prostu z rozmyślań mistycznych (co nie znaczy „wyzwolonych” z racjonalności). I dlatego ich filozofia gładko przechodziła w teologię. Dotyczy to (nawet w jeszcze większym stopniu) także myślicieli walczących w obronie ateizmu (Feuerbach, Engels, Marks). Nie trzeba zbytniej przenikliwości w lekturze, by się przekonać, w jak wielkim stopniu filozofia była dla nich religią.

Juliusz Domański w posłowiu do książki Hadota zauważa, że dopiero znacznie później spojrzenie na filozofię zostało wypaczone przez utożsamienie jej tylko z poznaniem i fakt ten „nas samych dziś zgoła nie dziwi” . Ale – dodajmy – to wypaczenie dotyczy tylko naszego spojrzenia na filozofię: prawdziwa filozofia zawsze jest i była „ćwiczeniem duchowym”. Juliusz Domański zaznacza, że kategoria „ćwiczeń duchowych” wcale nie każe nam „wyłączać z pojęcia filozofii żadnego z jej składników doktrynalnych i teoretycznych, do których wyłączności tak przywykliśmy w naszym współczesnym myśleniu. Nie ignoruje owych składników, lecz je wzbogaca”.

Nie znaczy to oczywiście, że filozofia w jakiś cudowny sposób jest zabezpieczona przed wypaczeniami. Zawsze byli i – coraz częściej – są myśliciele, dla których filozofia jest tylko zawodem i niczym więcej. Nie, niestety czasem jednak czymś więcej. Popper oskarżał Hegla, że był pierwszym filozofem na usługach reżimu (pruskiego). Nawet jeżeli to oskarżenie jest nieprawdziwe, to potem na pewno byli inni myśliciele, którzy wysługiwali się różnym reżimom. Istnieją też inne, mniejsze grzechy „zawodowych” filozofów: pogoń za popularnością, sensacją, „medialnością”. Ale myśliciel, który poświęca rzetelne poszukiwanie prawdy propagowaniu tego, co może zyskać poklask, niewiele różni się od reżimowego filozofa.

To są patologie i myśliciele, którzy im ulegają, przestają być filozofami, czyli przyjaciółmi mądrości. Stają się najczęściej przyjaciółmi swoich własnych interesów. Myśląc o filozofii jako „sposobie na życie”, możemy ich spokojnie wyrzucić poza nawias naszych rozważań. Wypada teraz zapytać: Co mam robić, ażeby filozofia stała się sposobem na moje życie? Jest kilka oczywistych metod, „ćwiczeń duchowych” – jak by powiedział Hadot. Są one oczywiste, ale by były skuteczne, trzeba je „dopuścić do głosu”, czyli praktykować.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.