Metoda Grossa

Jan T. Gross zdobył sławę, pieniądze i prestiż, przekonując świat, że Polacy nie tylko pomagali Niemcom w organizacji zagłady Żydów, ale także na tym dobrze zarobili. Wkrótce wyjdzie jego nowa książka.

Książka „Sąsiedzi”, o wymordowaniu w lipcu 1941 r. Żydów z Jedwabnego, oraz „Strach”, o pogromie kieleckim w lipcu 1946 r., stały się światowymi bestsellerami i weszły do kanonu literatury o Zagładzie. Wkrótce wydawnictwo „Znak” opublikuje kolejną książkę Grossa pt. „Złote żniwa”, sugerującą, że Polacy nie tylko masowo kolaborowali z okupantami, ale po wojnie, jak hieny, rzucili się rozkopywać groby Żydów w poszukiwaniu złota i innych precjozów. Nie znam książki, a tylko jej tezy omawiane w mediach, więc nie podejmuję z nią polemiki. Chciałbym jedynie przypomnieć unikatowe cechy warsztatu naukowego Grossa.

Stronniczość i generalizacja
Podstawowymi cechami pisarstwa Grossa, które udaje, że spełnia kryteria stawiane pracom historycznym, są stronniczość i generalizacja. Nawet jeden z bardzo sprzyjających Grossowi recenzentów zauważył, że jego twórczość cechuje „naddatek interpretacji, wzmocnienie twierdzeń i rozszerzenie ich zakresu odniesienia ponad to, co ewidentnie udokumentowano”. W praktyce zaś sprowadza się do tego, że na podstawie jednostkowych, wyrwanych z szerszego kontekstu historycznego faktów buduje narrację pełną kategorycznych sądów, odnoszących się nie tylko do opisywanych zdarzeń, ale całego kraju i narodu.

Ze źródeł wyciąga jedynie informacje, które są dla niego wygodne, inne odrzuca. Tę metodę zastosował w „Sąsiadach” – książkę oparł głównie na relacji Szmula Wasersztajna, świadka wydarzeń w Jedwabnem, pomijając informacje z dokumentów zgromadzonych w czasie procesu, jaki w tej sprawie toczył się przed Sądem Okręgowym w Łomży w 1949 r., albo korzystając z nich bardzo wybiórczo. Dopiero gdy inni historycy sięgnęli do relacji Wasersztajna, okazało się, że została spisana w dwóch wersjach, przy czym każda z nich w istotny sposób różni się w szczegółach. Wasersztajn ocalał, ponieważ ukryło go wówczas polskie małżeństwo w Jedwabnem. Niewiele widział, choć opisuje różne wydarzenia, jakby był ich świadkiem. W rzeczywistości nie jest to jednak relacja świadka, ale także zapis tego, co usłyszał po latach. Gross wybrał z niej najbardziej dramatyczne opisy, bez próby weryfikacji, podkreślając, że to relacja naocznego świadka.

Wszyscy zeznający w tej sprawie mieszkańcy Jedwabnego mówili o sprawczej roli Niemców w czasie przygotowań do zbrodni w lipcu 1941 r., różnice były jedynie co do ich liczby. To, co było oczywiste dla wszystkich świadków wydarzeń, zostało całkowicie zlekceważone przez Grossa, m.in. zeznania kucharki gotującej tego dnia dla Niemców i twierdzącej, że było ich kilkudziesięciu. Gross ufa natomiast relacjom żydowskich świadków, których w ogóle tego dnia w Jedwabnem nie było, twierdzących, że Niemców nie widzieli.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Issebell
    19.01.2011 19:01
    Ludzie sa grzeszni.Szabrowanie,mordy ,wykorzystywanie ludzkiego nieszczescia w czasie i po wojnie jest mozliwe i zdarzalo sie.W k.lat 50tych u znajomych natknalem sie na ksiazki z ksiegozbioru znanej sprzed 1939 r. rodziny zydowskiej w tym miescie.Bez komentarza.W czasie wojny w innej rodzinie ojciec wydal swego syna za ziecia.Po latach postanowil odebrac sobie zycie,nie skutecznie.A wiec i w rodzinach byly i sa nieczciwosci, mowiac delikatnie.A dopiero przeciw innym,obcym.
  • filosemita
    19.01.2011 19:59
    Pierwsze zdanie jest wyjątkowo niesmaczne i zniechęca do dalszej lektury.
  • Piotr
    19.01.2011 23:22
    Z artykułu wynika, że Gross kłamie - powstaje zatem pytanie, dlaczego zasłużone dla Kościoła wydawnictwo uczestniczy w kłamstwie. Nie rozumiem motywu, może ktoś, kto to rozumie, mi to objaśni?
  • Bene
    20.01.2011 00:40
    No tak. Tylko czemu w świat idą i są tak nagłośniane informacje o tym jak zły był naród polski, a nie o tym, czy i jaki był dobry. Bo, że był dobry, wręcz bohaterski (patrz: Irena Sendlerowa - chociażby) tego nigdzie i nikt tak mocno nie nagłaśnia, nie opisuje, albo jeśli nawet - to nastaje wokół tego co najmniej głucha cisza - tak jak m.in. z filmem o Irenie Sendlerowej - nie słyszałam, żeby film czy Jej losy były tak mocno nagłośnione, jak było to w przypadku losów Oskara Schindlera, który z całkiem innej pozycji i innych pobudek uratował pracowników swojej fabryki (a przecież właściwie też nie swojej, tylko pożydowskiej...).
    Moja Mama - rocznik 1925 - córka legionisty (chodzi o Legiony Piłsudskiego), a potem AK-owca, zamordowanego (o, przepraszam, zmarłego na serce - wg. oficjalnych papierów niemieckich) w Konzentrationslager Auschwitz, została, po aresztowaniu ojca przez Gestapo (nie była to polska policja...), wywieziona wraz ze swoją Mamą do pracy w Sudetach, wtedy już nie czeskich, tylko niemieckich. Doświadczyła w czasie wojny i po niej wiele zarówno dobrych, jak i złych rzeczy ze strony swoich współrodaków - Polaków, jak i ze strony innych nacji. M.in.: denuncjacji ojca dokonał Polak, a moją Mamę i Babcię uratował przed "wyzwolicielskimi" sowieckimi żołnierzami- Czech.
    Każda wojna budzi demony, które są uśpione w czasach pokoju. Demony II wojny światowej do tej pory mają wpływ niejednokrotnie na całe rodziny, narody. Ale nie można tak po prostu - a Pan Gross to robi - szkalować jednej strony, pomijając oczywiste fakty, "napuszczać" jednych na drugich, przeinaczać, czy po prostu kłamać, zwłaszcza, gdy się tytułuje profesorem.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.