Planeta Rozbark

Niby Bytom, jego dzielnica, a jednak trochę jakby osobny byt. Inny świat.

Świat, w który zapuszczamy się z Żoną regularnie. Trochę za sprawą pracy, do której Żona musi przez Rozbark dojść. Trochę spacerowo, bo otwarta tam jakiś czas temu promenada po prostu kusi w weekendy i inne dni wolne.

A przecież mieszka tam też nasza znajoma Ukrainka, która uciekła z dziećmi przed wojną. Jest stadion GKS-u Rozbark Bytom, na którym ostatnio częściej bywam niż np. na Ruchu, czy Szombierkach. Jest wreszcie imponujący, nowoczesny kościół św. Anny z zupełnie „nieczekanymi” w jego wnętrzu gigantycznymi, drewnianym rzeźbami, wykonanymi przez ludowego artystę, Stanisława Klupę.

Św. Piotr i św. Anna Samotrzeć wyglądają niczym ogromne, drewniane figury szachowe. Natomiast ukrzyżowany, górujący nad ołtarzem Chrystus, przebija chyba nawet innego bytomskiego velikána – św. Wojciecha.

Zaskakujące, ale to właśnie te współcześniejsze miejsca i dzieła bardziej do mnie przemawiają i więcej dla mnie znaczą niż sympatyczne, ale jednak skansenowe stroje rozbarskie; murale z Korfantym i powstańcami śląskimi itd. itp.

Wkrótce na rynek ma trafić książka „Moja babcia gotowała dla Gierka. Kulinarna podróż na Śląsk w czasach PRL-u“ Aleksandera Szojera, z przepisami Anny Szojer z rodziną, gdzie autor ma nas zabrać w śląskie lata ’80. Jakieś czas temu zabrał nas tam już Grzegorz Kopaczewski w „1989”, wspominając ostatnie, jak dotąd, mistrzostwo Polski piłkarzy Ruchu Chorzów.

Każda moja wizyta na wspomnianym tu już rozbarskim stadionie także jest taka podróżą. Wszak to w 1988 roku drużyna z ulicy Tuwima wyeliminowała z Pucharu Polski Wisłę Kraków. A i przecież kościół św. Anny budowano w latach 1984-1989…

A więc to już zupełnie inny Śląsk niż ten z familokami, czy Plebiscytem – po którym akurat Bytom wciąż jeszcze był miastem niemieckim. A Rozbark przyłączono do niego dopiero w roku 1927 (wcześniej był osobną gmina wiejską).

Ta osobność, inność wciąż jest tu jednak wyczuwalna. I każde moje „lądowanie” na planecie Rozbark daje nadzieję na odkrycie czegoś kompletnie „nieczekanego”.

*

Felieton z cyklu Okiem regionalisty      

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

Reklama