C+M+W

Czyli rzecz o patronach dzisiejszego dnia.

Najhuczniej obchodzone święto na Śląsku? Barbórka. Bez dwóch zdań. Taka odpowiedź jako pierwsza przychodzi na myśl. Bardzo ważne w regionie i śląskich diecezjach są także dni, w których wspomina się świętego Jacka, św. Jadwigę, gdy kobiety i mężczyźni pielgrzymują do Piekar, czy na Anaberg.

Jednak dla mnie, tak całkiem prywatnie, równie ważny (i śląski) jest dzisiejszy dzień, kiedy to Kościół  przypomina nam o trzech wielkich świętych - Cyrylu, Metodym i Walentym.

„W części Górnego Śląska, najbardziej ku Krakowu wysuniętej, leży miasteczko Bieruń, a obok niego wioska Lędziny, przy których położony jest pagórek, od ludu Górką Klemensową zwany. Na tej górze wznosi się kościół św. Klemensa, który niejako panuje nad okolicą, bo już z daleka widać wieżę tego kościoła”. Tymi właśnie słowami zaczyna się „Górka Klemensowa” – XIX wieczna powieść autorstwa Karola Miarki, który opiewa w niej Klimont, czyli święte wzgórze Ziemi Pszczyńskiej. Mojej małej ojczyzny. Heimatu. Świata najbliższego.

„Tradycja udokumentowana wiąże to miejsce z działalnością Apostołów Słowian” – czytam na internetowej stronie lędzińskiej parafii. Historycy mają wątpliwości. Pasjonaci historii żadnych (np. Elżbieta i Andrzej Georgowie są przekonani, że misja chrystianizacyjna z 863 r. dotarła z Moraw także na Śląsk i do Wielkopolski – szczegóły tutaj).

Jakkolwiek by nie było, Cyryl i Metody, zajmują poczesne miejsce w moim prywatnym panteonie świętych i błogosławionych, których czczę szczególnie. A przy okazji pięknie przypominają o czeskich i morawskich wpływach i tradycjach na Śląsku, które dla takiego czechofila jak ja, są szczególnie ważne. Bez patronów C+M pewnie nigdy też nie przyszłoby mi do głowy, by uczyć się czeskiego, czy rosyjskiego. By próbować pisać po śląsku...   

A teraz pora na przedstawienie patrona W.

Jeśli św. Walenty, to i… walentynki, kicz, komercja, lukier komedii romantycznych, serduszka made in China, czekoladki, różyczki, misiaczki, buziaczki… – każdego roku, 14 lutego, internet zalewa fala komentarzy kipiących z tego typu haseł. Że można inaczej, od wieków udowadniają mieszkańcy Bierunia, a kilka lat temu także arcybiskup Wiktor Skworc, który w 2015 roku podniósł bieruński Walencinek do rangi sanktuarium.

Walencinek, czyli drewniany kościółek pod wezwaniem św. Walentego. Niewielka świątynia, niewielki ryneczek, nieopodal niewielki stadionik… Proszę wybaczyć te zdrobnienia, ale jest w Bieruniu (miasteczku! – tak pisze przecież o nim cytowany wcześniej Miarka), coś tak urokliwego, że inaczej nie sposób tego nazwać, opisać. Trzeba tego po prostu doświadczyć. A potem zakochać się w tym miejscu.

Gdyby Don Camillo był Ślązakiem (ksióndz Kamilok?), tak właśnie musiałby wyglądać jego śląski „mały światek”.

*

Tekst z cyklu Okiem regionalisty

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.