Tradycja bez szminki

– Muzykę ludową często kojarzymy z zespołami pieśni i tańca pokazującymi uszminkowany świat. My staramy się być jak najbliżej oryginału – mówią członkowie zespołu Tęgie Chłopy.

Po raz pierwszy usłyszałem ich w Abu Zabi, na Międzynarodowych Targach Książki, gdzie reprezentowali polską muzykę. I, podobnie jak inni słuchacze, zostałem porwany od pierwszego dźwięku. Mocne, białe głosy dziewczyn, znakomite dęciaki i skrzypce, do tego jeszcze ten rytm – dziwnie pokręcony, wciągający w wir weselnych opowieści. Muszę przyznać, że nie znałem tej strony polskiego folkloru. Tak to już jest: szukamy inspiracji daleko, na Bałkanach czy w Irlandii, a tymczasem skarb w postaci ciągle żywej tradycji muzycznej mamy u siebie. Choćby na Kielecczyźnie.

Pamięć dawnej muzyki

Tęgie Chłopy, bo o nich mowa, grają muzykę pochodzącą właśnie z tego regionu. Nawet nazwa grupy wcale nie odnosi się do płci artystów (w zespole jest sześciu panów i trzy panie), ale jest lokalnym określeniem śpiewanych mazurków – popularnego tam gatunku. Wykonawcy pochodzą z różnych części Polski, jednak odkrywanie dorobku muzykantów ziemi kieleckiej stało się ich pasją. – Większość z nas znała się już wcześniej z grania muzyki radomskiej, czyli z regionu położonego tuż obok – opowiada Marcin Żytomirski, skrzypek i prezes Stowarzyszenia Dom Tańca. – Długo jeździliśmy do tamtejszych nauczycieli – skrzypków, śpiewaków. W którymś momencie postanowiliśmy pójść kawałek dalej, żeby zorientować się, jaką muzykę gra się po sąsiedzku. I okazało się, że ma ona zupełnie inny charakter. Na Radomszczyźnie jest dużo więcej muzyki typowo skrzypcowej, czasem także z udziałem harmonii. W Świętokrzyskiem natomiast skrzypce spotkały się w jednym repertuarze z instrumentami dętymi, i to jest coś wyjątkowego.

Tęgie Chłopy wywodzą się ze środowiska skupionego wokół Stowarzyszenia Dom Tańca, które powstało w 1994 r. w Warszawie. Jego celem jest odkrywanie polskiej muzyki tradycyjnej, zwłaszcza z Polski centralnej i wschodniej, w jej oryginalnym brzmieniu, bez stylizacji i opracowań. – Kiedy myślimy o muzyce ludowej, często kojarzymy ją z zespołami pieśni i tańca powstałymi w czasach komuny, żeby dawać rozrywkę i pokazywać uszminkowany świat – mówi Michał Żak, grający na klarnecie i saksofonie. – A ta muzyka wcale taka nie była.

– My działamy w inny sposób – dodaje Maniucha Bikont, wokalistka, w zespole obsługująca także tubę. – Znaleźliśmy na wsi kilku mistrzów, którzy znali wiele pięknych tradycyjnych melodii. Nauczyliśmy się tych melodii od nich, a potem graliśmy tę muzykę ludziom z tamtejszych wsi. I mimo że to były wsie, w których nie było już żadnych muzykantów, okazało się, że ludzie doskonale znali tę muzykę. Potrafili do niej przyśpiewać, zatańczyć. W ludziach ciągle jest pamięć dawnej muzyki, dlatego przywracamy im te dźwięki.

Mądrość przyśpiewek

Bez wahania mówią o sobie, że są grupą przyjaciół, co zresztą widać już na pierwszy rzut oka. Ich droga do muzyki tradycyjnej była jednak różna. Niektórzy kończyli szkoły muzyczne, inni są samoukami. – Mój dziadek był muzykantem wiejskim z Kielecczyzny – opowiada Michał Żak. – Pierwszych kawałków w życiu uczyłem się grać nie na pianinie, które pojawiło się dopiero w szkole muzycznej, ale na cymbałach wileńskich.

– Ja z kolei do 25. roku życia w ogóle nie miałem do czynienia z muzyką ludową i tradycyjną – zwierza się Marcin Żytomirski. – Wszystko zaczęło się, kiedy wyjechałem do Siedmiogrodu na letni obóz organizowany przez Węgrów. Po powrocie zacząłem interesować się tym, co dzieje się u nas. Byłem ciekaw, czy podobną muzykę – żywą, graną do tańca – można spotkać w Warszawie albo na polskiej wsi.

Okazało się, że można. A najlepiej, jeśli się to zrobi samemu. – Przez kilka lat organizowaliśmy razem Tabor Domu Tańca w Sędku na Kielecczyźnie – wspomina Michał Maziarz, skrzypek. – To są letnie warsztaty, które trwają przez tydzień. Zjeżdża się kilkaset osób i przez całe dni odbywają się warsztaty muzyki tradycyjnej. Ludzie są podzieleni na grupy, uczą się śpiewu albo gry na różnych instrumentach, np. takich, jakie mamy w kapeli. Jest też oczywiście taniec tradycyjny. Właśnie dzięki temu wydarzeniu zbudowała się społeczność, która ma szczególny sentyment do muzyki z Kielecczyzny. Można powiedzieć, że Tęgie Chłopy to instruktorzy Kieleckiego Taboru Domu Tańca. Bo zespół urodził się pięć lat temu, podczas pierwszego Taboru.

Dziś Tęgie Chłopy mają na swoim koncie dwie znakomite płyty, z których najnowsza, „Wesele!”, zdobyła trzecią nagrodę w konkursie na Folkowy Fonogram Roku 2017, organizowanym przez Polskie Radio. Zasłużenie, bo to nie tylko kawał świetnej muzyki, ale także kopalnia wiedzy na temat weselnych zwyczajów Kielecczyzny: oczepin, sznurowania, wieczorowców czy zastola. A teksty przyśpiewek ujmują bogactwem ludowej mądrości:

Nie wierz chłopakowi, choć się krzyżem ściele, póki ci nie złoży przysięgi w kościele.

Albo taka przestroga – czyż nie piękna?

Teściowo, teściowo, chciało ci się zięcia, będziesz teraz sypiać w żłobie u cielęcia.

Z własnego podwórka

Najważniejszym mistrzem dla Tęgich Chłopów jest Stanisław Witkowski, 85-letni saksofonista i klarnecista mieszkający obecnie pod Opatowem. – Cudowny człowiek, na pierwszym miejscu nasz przyjaciel, a dopiero potem mentor, nauczyciel repertuaru. Zakochaliśmy się w nim, a on w nas, i teraz nawzajem się potrzebujemy – śmieje się Michał Żak.

– Takich muzykantów jest na wsiach wielu, tylko trzeba te osoby znaleźć – twierdzi Ewa Grochowska, wokalistka i skrzypaczka. – Spora ich część jest znana w swoim otoczeniu, ale nie wszyscy są na świeczniku. Tymczasem tacy ludzie bywają więcej niż żywą encyklopedią zwyczajów i historii danej miejscowości czy nawet regionu. A przede wszystkim repertuaru. Z żadnego zapisu nutowego nie wyciągnie się takiej zawartości jak z żywego przekazu. To od lat jest nasze podstawowe źródło.

Tęgie Chłopy sięgają też do zapisów archiwalnych, pochodzących czasem nawet sprzed pół wieku. – Odkrywanie tej „starszej warstwy” tradycji jest dla nas ważne, bo ta muzyka się zmienia – podkreśla Ewa Grochowska. – Zmieniają się tempa, sposób grania, nastrój. To fajne doświadczenie, kiedy znamy jakiś kawałek od Stanisława czy innego muzykanta, a potem znajdujemy go w nagraniu kapeli sprzed trzydziestu lat. Widzimy, jak ta melodia żyje, ewoluuje, jak wielki jest zasób możliwości jej interpretacji. To jest fenomenalne w muzyce tradycyjnej.

– Muzykanci odchodzą. Coraz częściej nam się zdarza, że jedziemy na pogrzeb naszego ulubionego muzykanta, mistrza, nauczyciela – dodaje ze smutkiem Michał Żak. – Na szczęście wśród młodych mieszkańców wsi dostrzegamy trend powolnego odradzania się zainteresowania tradycją. Myślę, że polski świat muzyczny jest już zmęczony kliszami i muzyką napływową. Dlatego zaczynamy szukać u siebie, na własnym podwórku. Podobnie jak robią ludzie np. w Ameryce, gdzie szuka się prawdziwego, korzennego bluesa znad Missisipi. Ludzie z naszych wsi przestają się wreszcie wstydzić tego, że ich ojciec czy dziadek grał takie nuty. Mogę nawet powiedzieć, że powoli zaczyna to być modne, atrakcyjne.

– To wszystko dzieje się pod wpływem ruchu miejskiego, gdzie ta muzyka zyskała popularność dwadzieścia parę lat temu – zaznacza Marcin Żytomirski. – Powstało środowisko ludzi, którzy chcą grać tę muzykę i bawić się przy niej. Bo jest to przede wszystkim muzyka taneczna. Bardzo lubimy ją grać do tańca. W wielu miejscach w naszym kraju można już się bawić przy tej muzyce. Zapraszamy na potańcówki!•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • wojciechdulski
    17.05.2018 11:10
    Myślę, że jak najwięcej tego typu artykułów powinno powstać i być publikowanych w prasie, dlatego bardzo się cieszę, ze GN podjął również tę tematykę. Muzyka tradycyjna powinna odzyskać swoją właściwą twarz. Wiem, że to pobożne życzenie, ale patrząc na bogatą działalność np. właśnie Domu Tańca i podobnych instytucji jest naprawdę nadzieja. Póki co, to dzieje się głównie w dużych miastach (bardzo żałuję, że mieszkam daleko od Warszawy i nie jest mi dane uczestniczyć w ofercie prowadzonej przez nich Ambasady Muzyki Tradycyjnej), ale powoli wkracza to również do wsi i małych miast :)
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.