Święty niepokój

Bóg z wierszy Jerzego Lieberta jest zaborczy. Żąda przemiany, całkowitego oddania, zatracenia się w Nim. Jest Kimś, z kim człowiek nieustannie się pojedynkuje, żarliwie pragnąc Jego obecności.

Przypadek Jerzego Lieberta uświadamia miałkość współczesnych poetów, pozbawionych autentycznej pasji pogłębiania swej duchowości – napisał kiedyś krytyk i poeta Karol Maliszewski. Rzeczywiście, niewielu jest w dzisiejszych czasach artystów, którzy z taką konsekwencją i odpowiedzialnością za słowo drążyliby w poezji temat wiary. Nawet Czesław Miłosz, któremu trudno przecież zarzucić stronienie od tej tematyki, zastrzegał się u progu obecnego wieku w „Traktacie teologicznym”, że woli wędrować „po obrzeżach herezji./ Żeby uniknąć tego, co nazywają spokojem wiary,/ a co jest po prostu samozadowoleniem”.

Poezji Jerzego Lieberta ten problem jednak nie dotyczy. Z jej wersów wyłania się coś zupełnie przeciwnego: niepokój wiary, nieustanne zmagania, jakie toczyć musi ze swoją grzeszną naturą człowiek pragnący żyć blisko Boga. Dlatego dobrze się stało, że po 43 latach od wydania „Pism zebranych” Lieberta ukazuje się zbiór prezentujący całość jego dorobku poetyckiego. To świetna okazja, by przypomnieć jednego z najwybitniejszych polskich poetów XX wieku.

Pochłonięty istnieniem

W posłowiu do tej arcyciekawej książki Anna Szczepan-Wojnarska, badaczka twórczości Lieberta, zwraca uwagę na wielowymiarowość poezji autora „Jeźdźca”: „Jerzy Liebert, kojarzony z kręgiem Skamandra, bywa określany mianem poety religijnego, poety straceńca – dokumentalisty gruźliczej śmierci, zawsze jednak klasyfikowany jest jako zjawisko osobne. W każdym z tych określeń tkwi ziarno prawdy, ale nawet suma tych wszystkich opinii nie jest w stanie w pełni oddać złożoności fenomenu jego poezji. (…) To, co go interesowało najbardziej, to samo istnienie. To, jak się jest – zajmowało go całkowicie”.

Tego, „jak się jest”, nigdy jednak nie oddzielał od wiary, stanowiącej esencję wszystkiego, co napisał. Jego wiersze nie są bynajmniej powierzchownymi deklaracjami, zapisanymi przy użyciu wytartych, dewocyjnych ornamentów. Liebert zadziwia świeżością języka, którym mówi o Bogu. Nie mogło być inaczej, skoro jego wiara stanowiła konsekwencję intensywnych poszukiwań. Droga do niej nie była prosta – wiodła przez lekturę Nietzschego, Brzozowskiego, aż po „Przyświadczenia wiary” kardynała Newmana. Ogromny wpływ na dojrzewanie religijne Lieberta miało „Kółko” ks. Władysława Korniłowicza w Laskach, skupiające intelektualistów dwudziestolecia międzywojennego. Do tego kręgu należała również przyjaciółka artysty, Bronisława Wajngold, która w tym samym czasie przeżyła podobną przemianę. Ona – socjalizująca Żydówka wychowana w laickiej rodzinie – przyjęła chrzest, na którym otrzymała imię Agnieszka. On – po latach oddalenia od Kościoła – powrócił do praktyk religijnych. Wkrótce jednak przyjaciółka, z przyczyn rodzinnych, wyjechała do Francji. Kto mógł wtedy przypuszczać, że ta rozłąka przyczyni się do powstania jednego z najciekawszych zjawisk w polskiej epistolografii! Choć korespondencję przerwało wstąpienie Agnieszki do zakonu, siostra Miriam (takie imię przybrała u franciszkanek) przechowała listy. Wydane po latach „Listy do Agnieszki” prócz świadectwa przyjaźni i zapisu rozterek duchowych dają niezwykle interesujący obraz życia intelektualnego II Rzeczpospolitej.

Ożeniony z ogniem

Anna Szczepan-Wojnarska podkreśla w posłowiu do „Poezji zebranych”, że poetę i przyszłą zakonnicę łączyła „wspólnota zapatrywań, jednoczyła droga duchowa, opierająca się na przekonaniu o integralności osoby ludzkiej i dążeniu do maksymalnej konsekwencji i spójności pomiędzy wyznawanymi ideami a życiem we wszystkich jego przejawach”. Jednym z tych przejawów była poezja, którą Liebert traktował bardzo poważnie. Choć debiutował na łamach „Skamandra”, szybko odszedł od skamandryckiej poetyki. Widać ją jeszcze częściowo w pierwszym tomiku, zatytułowanym „Druga ojczyzna” (1925). Jednak jego późniejszą lirykę, zawartą w „Gusłach” (1930) i pośmiertnie wydanej „Kołysance jodłowej” (1932), charakteryzuje duża odrębność wobec ówczesnych nurtów poetyckich. Znamienne, że właśnie w tych tomach zagadnienia religijne znajdą się w centrum. „(…) muszę przyznać, że od dziecka istotnie i prawdziwie tylko ta kwestia mnie zajmowała” – zwierzał się Liebert w liście do Marii Leszczyńskiej.

Wiara łączyła się u niego z dramatem – nie tylko w wierszach, również w biografii. Z listów dowiadujemy się m.in., że poeta z trudem przyjął decyzję Agnieszki o wstąpieniu do zakonu: „(…) drugiego dnia wieczorem po milczeniu i ciągłym łamaniu siebie samego natura moja zbuntowała się. Była chwila, kiedy chciałem rzucić wszystko. Ten dzień był załamaniem, z którego wyszedłem zwycięsko (…). Po spowiedzi przyszła reakcja – spokój, ale i taki smutek, żem siedział przez cały czas prawie samotny. Dopiero dziś trochę się wypogodziło”.

Domyślać się można, że to doświadczenie pozostawiło trwały ślad w twórczości Lieberta. W jednym ze swych najpiękniejszych liryków, „Zaślubinach”, poeta pisał o człowieku budującym dom, jego marzeniu o szczęściu rodzinnym i odmiennej woli Bożej, na którą w końcu godzi się bohater. Poddanie się Duchowi Świętemu burzy tamto szczęście, by przynieść inne:

Stleją ściany, sprzęty najdroższe,
A ty z ogniem będziesz się żenił.

Zostaniecie tylko we dwoje:
Bóg na niebie i ty na ziemi.

Pojedynek z Jeźdźcem

Bóg z wierszy Lieberta jest zaborczy. Żąda przemiany, całkowitego oddania, wręcz zatracenia się w Nim. Jest Kimś, z kim człowiek nieustannie się pojedynkuje, jednocześnie żarliwie pragnąc Jego obecności:

Dogoniłeś mnie, Jeźdźcze niebieski,
Stratowałeś, stanąłeś na mnie.
Ległem zbity, łaską podcięty,
Jak dym, gdy wicher go nagnie.

To fragment najbardziej znanego wiersza poety, zatytułowanego „Jeździec”, z którego pochodzą również słynne słowa: „Uczyniwszy na wieki wybór,/ W każdej chwili wybierać muszę”. Dramat Lieberta polegał także na tym, że dokonał w swoim życiu wyboru, który wywołał w nim wewnętrzny konflikt. Związał się ze wspomnianą Marią Leszczyńską – młodą kobietą żyjącą w separacji ze swoim mężem. Poeta miał nadzieję, że uda się stwierdzić nieważność tego małżeństwa – tak się jednak nie stało. Z tego też powodu Liebert oddalił się od większości swoich przyjaciół z Lasek. Anna Szczepan-Wojnarska pisze, że nie znalazł w sobie „moralnego prawa do podtrzymywania z nimi kontaktu”. Nie zerwał jednak relacji z ks. Korniłowiczem, który do końca troszczył się o jego zdrowie.

W styczniu 1930 r. Liebert wyjechał do Worochty, by leczyć rozwijającą się gruźlicę. Tam właśnie powstały przejmujące wiersze z „Kołysanki jodłowej”, w których dokonywało się oswajanie śmierci, godzenie się z tym, co nieuchronne:

W termometrze rtęć skoczna
Jutro się uspokoi.
Z próżnią przykro widoczną
Przestrzeń wnet się oswoi.

Poprzez wonność jodłową
Pójdą, każde w swą stronę,
Ciało – w ziemię lipcową,
Dusza w góry zielone.

Jerzy Liebert zmarł 19 czerwca 1931 r., mając zaledwie 27 lat. Pozostawił po sobie setki listów, zaledwie trzy zbiorki poetyckie i całkiem sporo utworów rozproszonych oraz ineditów. „Poezje zebrane” uświadamiają, że wiersze opublikowane w tomikach stanowią mniejszość poetyckiego dorobku Lieberta. Tym bardziej więc mamy co odkrywać w tej poezji, będącej fascynującym zapisem zmagań człowieka głęboko wierzącego. •

Jerzy Liebert "Poezje zebrane". Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2018, ss. 484   Jerzy Liebert "Poezje zebrane". Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2018, ss. 484
«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.