Łotr 1

„Chemia”, przygoda, wielka, kosmiczna awantura... Czegóż chcieć więcej od filmu z uniwersum „Gwiezdnych wojen”?

Reakcję na pierwszą trylogię „Gwiezdnych Wojen” (tę nakręconą w latach 1977-1983), porównać można chyba tylko do beatlemanii. Kinomani po prostu oszaleli na punkcie stworzonej przez George’a Lucasa sagi, a jej bohaterowie momentalnie stali się ikonami popkultury. Nie dziwi więc fakt, że najwierniejsi fani „Gwiezdnych wojen” zaczęli domagać się kontynuacji.

Na tę przyszło im jednak czekać bardzo długo – zwłaszcza jak na hollywoodzkie realia - bo kolejny film z serii pojawił się w kinach dopiero w 1999 roku. Było to ”Mroczne widno”, które okazało się ogromnym komercyjnym sukcesem, a jednocześnie… wielkim fanowskim rozczarowaniem. Podobnie rzecz się miała z „Atakiem klonów” i „Zemstą Sithów” (powstałymi odpowiednio w latach 2002 i 2005). Dopiero po kolejnej dekadzie, w roku 2015, „Gwiezdne wojny” wróciły na odpowiedni poziom, za sprawą nakręconego przez J.J. Abbramsa „Przebudzenia mocy”, choć i ono nie jest przecież filmem doskonałym. To swoista powtórka z rozrywki. Raczej kopia, niż dzieło oryginalne.

Najbardziej oryginalnym z dotychczasowych „nowych” gwiezdnowojennych obrazów jest bez wątpienia nakręcony w 2016 roku „Łotr 1”. Jego reżyser, Gareth Edwards, miast koncentrować się na losach członków rodu Skywalkerów i ciągnąć w nieskończoność tę nową, jałową, galaktyczną „Dynastię”, zdecydował się na opowiedzenie historii zupełnie innej, pobocznej. Rozgrywającej się w realiach galaktyki, łączącej się z wydarzeniami z pierwszego filmu z 1977 roku, a jednak będącej osobną, świetnie skonstruowaną opowieścią. Opowieścią o grupie śmiałków, mających zamiar wykraść plany imperialnej stacji bojowej, zwanej Gwiazdą Śmierci.

Zanim jednak do tego dojdzie, grupa musi się zebrać, więc widzowie poznają kolejnych bohaterów, z którymi coraz bardziej zaczynają się utożsamiać.

Trudno nie polubić złośliwego robota K-2SO, zbuntowanej Jyn Erso, czy Cassiana Andora - awanturnika o złotym sercu. Jest i szwarccharakter znakomicie zagrany przez Bena Medehlsona. To właśnie on i wcielająca się w Jyn Felicity Jones stworzyli tu najlepsze, najbardziej pamiętne kreacje, a przecież na ekranie pojawiają się także Donnie Yen, Wen Jiang, Riz Ahmed, czy Mads Mikkelsen. Gdyby Akademia przyznawała statuetką za najlepszy casting, Oscar powinien trafić właśnie do osoby odpowiedzialnej za obsadę ról w „Łotrze 1”. Aktorzy zostali dobrani do ról idealnie.

Jest więc między nimi „chemia”, jest przygoda, jest wielka, kosmiczna awantura. I... czegóż chcieć więcej od filmu z uniwersum „Gwiezdnych wojen”?

*

Tekst z cyklu Filmy wszech czasów

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg