publikacja 06.01.2011 06:06
Moja babcia zawsze opowiadała o czterech ofiarach Trzech Króli: złoto, kadzidło i mirra… a ta czwarta? Otóż czwartą ofiarą był jej brat Wiluś. A było to tak...
Kiedyś, jeszcze za niemieckiej szkoły, nauczyciel opowiadał o Trzech Królach. Wówczas Wiluś odezwał się: Keby te Króle niy wlazły do Heroda na klachy i wszystkigo mu niy wygodały, to niy byłoby rzezi niewiniątek w Betlejym! Dzisiaj nauczyciel pogratulowałby takiemu uczniowi spostrzegawczości, ale wówczas Wiluś dostał trzciną po łapach i filozofowanie się skończyło.
Później w domu Wiluś chciał się pochwalić swoją szkolną wiedzą i powiedział, że Trzej Królowie byli Niemcami. Wtedy ojciec ściągnął pas od spodni i Wiluś ju-zaś dostoł szmary. Ojciec mu nawet w nerwach powiedział: To je niymożliwe, coby te króle były Niymcami. To już prydzej Niymcym był król Hyrod! Synek w pewnym sensie sam był sobie winien, bo nie uważał na lekcji, kiedy nauczyciel opowiadał, że w katedrze w Kolonii (Niemcy) jest nie grób, ale relikwiarz świętych Trzech Króli.
Rycina ze starej książeczki erbniętej, czyli odziedziczonej po babci. Po ujku Wilusiu zaś erbnąłech miłość do Trzech Króli Marek Szołtysek/GN
Muszę powiedzieć, że i jo erbnąłech po ujku Wilusiu słabość do Trzech Króli. To moje ulubione święto. Ciągle przed oczyma stoi mi wspomnienie z dzieciństwa, kiedy po mojej rodzinnej miejscowości chodzili jeszcze kolędnicy. Właśnie na Trzech Króli wędrowali oni po domach i śpiewali kolędy. Byli to głównie pastuszkowie z gwiazdą i królowie z papiórzanymi koronami na głowach. Nie wchodzili oni do kuchni ani do izby – żeby nie namarasić–lecz swoją miniceremonię odgrywali w laubie albo w sieni. To były piękne czasy.
Pamiętam również z dzieciństwa, jak szło się do kościoła naTrzech Króli. Oglądałem w kościelnej betlyjce nowe postacie. Były to trzy królewskie figury oraz jedna gipsowa kamela. Potem całą Mszę miałem zajęcie, gdyż zastanawiałem się, jak oni w trójkę powsiadali na ta jedna kamela. Tak więc w związku z tymi Trzema Królami zacząłem zadawać sobie – jak to Ślązok – bardzo realistyczne pytania. Ale to nie wszystko, co zawdzięczam Trzem Królom.
Kiedyś w okolicach ich święta zachorowała nasza siostra katechetka i w zastępstwie lekcje poprowadziła inna siostra.Od samego początku osoba ta mi się nie podobała, a całkowity autorytet straciła,gdy powiedziała, że Trzej Królowie, wchodząc do betlejemskiej stajenki, zaśpiewali Dzieciątku kolędę: „Mędrcy świata monarchowie”. Bez sensu – pomyślałem. Ta kolęda musiała powstać czas jakiś po tych betlejemskich wydarzeniach. W tym momencie obudził się we mnie zmysł historyka.
Jo i mój ujek urodziliśmy się pod betlejemską gwiazdą Trzech Króli, w której blasku nauczyliśmy się prawdziwego śląskiego realizmu oraz tego, że nie dla nas jest złoto, kadzidło i mirra.