Gwiazda Trzech Króli
"Wyprawa trzech magów", James Tissot, Minneapolis Institute of Arts. wikimedia PD

Gwiazda Trzech Króli

Komentarzy: 3

Marek Szołtysek

GOSC.PL

publikacja 06.01.2011 06:06

Moja babcia zawsze opowiadała o czterech ofiarach Trzech Króli: złoto, kadzidło i mirra… a ta czwarta? Otóż czwartą ofiarą był jej brat Wiluś. A było to tak...

Kiedyś, jeszcze za niemiec­kiej szkoły, nauczyciel opowia­dał o Trzech Królach. Wówczas Wiluś odezwał się: Keby te Kró­le niy wlazły do Heroda na klachy i wszystkigo mu niy wygodały, to niy byłoby rzezi niewiniątek w Betlejym! Dzisiaj nauczyciel pogratu­lowałby takiemu uczniowi spo­strzegawczości, ale wówczas Wiluś dostał trzciną po łapach i filozofowanie się skończyło.

Później w domu Wiluś chciał się pochwalić swoją szkolną wie­dzą i powiedział, że Trzej Królo­wie byli Niemcami. Wtedy ojciec ściągnął pas od spodni i Wiluś ju-zaś dostoł szmary. Ojciec mu na­wet w nerwach powiedział: To je niymożliwe, coby te króle były Niymcami. To już prydzej Niymcym był król Hyrod! Synek w pewnym sensie sam był sobie winien, bo nie uważał na lekcji, kiedy na­uczyciel opowiadał, że w ka­tedrze w Kolonii (Niemcy) jest nie grób, ale relikwiarz świętych Trzech Króli.

Gwiazda Trzech Króli

Rycina ze starej książeczki erbniętej, czyli odziedziczonej po babci. Po ujku Wilusiu zaś erbnąłech miłość do Trzech Króli Marek Szołtysek/GN

Ta historia miała jeszcze ciąg dalszy, bowiem pod wpły­wem domowej awantury Wiluś spytał się nauczyciela, czy to prawda, że król Herod był Niemcem. Ten wziął to za bez­czelną aluzję i Wiluś znowu do­stał trzciną po łapach.

Muszę powiedzieć, że i jo erbnąłech po ujku Wilusiu słabość do Trzech Króli. To moje ulubio­ne święto. Ciągle przed oczyma stoi mi wspomnienie z dzie­ciństwa, kiedy po mojej rodzin­nej miejscowości chodzili jesz­cze kolędnicy. Właśnie na Trzech Króli wędrowali oni po domach i śpiewali kolędy. Byli to głównie pastuszkowie z gwiazdą i królo­wie z papiórzanymi koronami na głowach. Nie wchodzili oni do kuchni ani do izby – żeby nie namarasić–lecz swoją miniceremonię odgrywali w laubie albo w sieni. To były piękne czasy.

Pamiętam również z dzieciństwa, jak szło się do kościoła naTrzech Króli. Oglądałem w kościelnej betlyjce no­we postacie. Były to trzy królew­skie figury oraz jedna gipsowa kamela. Potem całą Mszę mia­łem zajęcie, gdyż zastanawiałem się, jak oni w trójkę powsiada­li na ta jedna kamela. Tak więc w związku z tymi Trzema Królami zacząłem zadawać sobie – jak to Ślązok – bardzo realistyczne pytania. Ale to nie wszystko, co za­wdzięczam Trzem Królom.

Kie­dyś w okolicach ich święta za­chorowała nasza siostra katechetka i w zastępstwie lekcje poprowadziła inna siostra.Od samego początku osoba ta mi się nie podobała, a całkowity autorytet straciła,gdy powiedziała, że Trzej Królo­wie, wchodząc do be­tlejemskiej stajenki, zaśpiewali Dzieciątku kolędę: „Mędrcy świata monarchowie”. Bez sensu – pomyślałem. Ta ko­lęda musiała powstać czas ja­kiś po tych betlejemskich wy­darzeniach. W tym momencie obudził się we mnie zmysł hi­storyka.

Jo i mój ujek urodzili­śmy się pod betlejemską gwiaz­dą Trzech Króli, w której blasku nauczyliśmy się prawdziwego śląskiego realizmu oraz tego, że nie dla nas jest złoto, kadzi­dło i mirra.

Pierwsza strona Poprzednia strona Następna strona Ostatnia strona
oceń artykuł Pobieranie..

Reklama

Reklama