Wielkie nadzieje

Oscar dla pełnometrażowego dokumentu „Amerykańska fabryka” był jak najbardziej zasłużony.

Zasłużony, chociaż wystąpienie Julii Reichert, współautorki dokumentu, która odbierając Oscara, zauważyła, że „ludziom pracy powodzi się obecnie coraz gorzej i gorzej, wierzymy, że wszystko ulegnie poprawie, kiedy robotnicy całego świata się zjednoczą”, przypominało bardziej manifest polityczny. W pewnym kraju w ubiegłym wieku robotnicy już się zjednoczyli, tak przynajmniej twierdziła tamtejsza propaganda, co przyniosło w efekcie tragiczne skutki. Jednak „Amerykańska fabryka” będąca owocem współpracy Julii Reichert i Stevena Bognara w niczym nie przypomina upolitycznionych agitek kręconych przez Michaela Moore’a.

Amerykanie mają grube palce

Zaczyna się od modlitwy. 23 grudnia 2008 roku w zakładach General Motors w Ohio pracownicy proszą Boga, by wskazał im drogę. Na ich twarzach maluje się smutek. Nie bez powodu. Nie wiedzą, co ich czeka. W swoim nominowanym do Oscara dokumencie „Ostatni SUV zjeżdża z taśmy” z 2009 roku Reichert i Bognar towarzyszyli pracownikom fabryki General Motors w Ohio, którzy po zamknięciu zakładów stracili pracę. Bez zatrudnienia pozostały 2 tysiące osób. Sześć lat później realizatorzy wracają do fabryki, którą czeka nowe otwarcie. Cao Dewang, chiński miliarder i właściciel spółki Fuyao, zainwestował w zakłady kilkaset milionów dolarów, by znowu rozpocząć produkcję. Była to jego pierwsza inwestycja w USA. Jednocześnie firma rozpoczęła rekrutację. Zgłosiło się wielu chętnych, wśród nich również byli pracownicy upadłego zakładu, którzy przez lata nie mogli znaleźć stałej pracy.

W czasie zebrania przedstawiciel Fuyao opowiada o szansie, jaką dla zatrudnionych stanowi praca w ich fabryce. – To pierwszy krok do błyskotliwej kariery. Będziemy produkować szyby samochodowe. Nasza fabryka stanie się łącznikiem pomiędzy dwiema kulturami, chińską i amerykańską. Będziemy pracować na trzy zmiany z jedną przerwą 30-minutową i dwiema po 15 minut – wyjaśnia zebranym, a na koniec zadaje pytanie: – Należycie do związku? Nie? Chcemy, by tak zostało. Ale przestrzegamy praw pracownika.

Nic dziwnego, że szansa na stałą pracę budzi nadzieję wśród bezrobotnych przez lata byłych pracowników General Motors. Niektórzy, jak występujący w filmie operator pieca, są wprost zachwyceni. Jak widzimy w filmie, obie strony miały dobre intencje i nadzieje związane z niecodziennym modelem biznesowym, który przewidywał, że w fabryce pracować będą zarówno miejscowi, jak i pracownicy sprowadzani z Chin. Z czasem jednak ujawniają się najpierw drobne, zabawne różnice pomiędzy podejściem do pracy robotników miejscowych i przyjezdnych. Ujawniają się różnice kulturowe, ale zawiązują się także przyjaźnie, Amerykanie zapraszają przyjezdnych do domów, organizują wspólne rozrywki. Chińczycy (a jest ich prawie 200), którzy przyjeżdżają z kraju na dwuletnie kontrakty, szkolą miejscowych pracowników. Nie mają łatwo, bo przez dwa lata żyją daleko od rodziny. Dyrekcja organizuje dla nich specjalne warsztaty, by poznali tutejsze zwyczaje.

– Możecie nawet żartować z prezydenta i nikt wam nic nie zrobi… Amerykanie nie pracują tak ciężko, nie ubierają się dobrze, mówią zbyt dużo w pracy, nie będą pracować w nadgodzinach – słyszą w czasie wykładów. Chińczycy nie ukrywają, że pracują lepiej od robotników amerykańskich.

Kilkakrotnie w filmie pojawia się prezes spółki ­Fuyao, który raz w miesiącu wizytuje fabrykę. Uważa, że firmę, w którą inwestuje, należy traktować jak amerykańską, ale pracownicy „mają być wydajni jak Chińczycy”. Pyta m.in. o organizację pracy. – Robotnicy pracują w parach. Amerykanin jest operatorem, a Chińczyk nadzoruje – tłumaczy dyrektor fabryki i dodaje: – Amerykanie są powolni, bo mają grube palce. Trzeba mieć sposób na Amerykanów.

Konsultant ds. unikania związków

Jednak problemem są nie tylko „grube palce”. Problemem staje się sprawa związków zawodowych. Oburzenie chińskich zarządców wywołała wizyta senatora, który poparł dążenia załogi do założenia związku, którego nie chcą Chińczycy. – To wpłynie na wydajność pracy. Jeżeli powstaną, zamknę fabrykę – grozi prezes Fuyao, który zakłada, że produkowane tu szyby muszą być znakomitej jakości, a koszty takie jak w Chinach.

Z czasem nastroje związane z otwarciem fabryki stają się bardziej krytyczne, przynajmniej wśród amerykańskiej części załogi. – Warunki są ciężkie, męczy nas powtarzalność, która wpływa na ciało i duszę – mówi jedna z zatrudnionych. W czasie zebrania w sprawie ewentualnego założenia związku zawodowego w fabryce pracownicy podnoszą też kwestie dotyczące bezpieczeństwa pracy i płacy. W Generals Motors zarabiali 29 dolarów za godzinę, a teraz niecałe 13. O tym, czy związek powstanie, ostatecznie zdecyduje głosowanie, w którym mogą wziąć udział wszyscy zatrudnieni.

Do najciekawszych fragmentów filmu należy wizyta przedstawicieli dyrekcji w jednej z fabryk należących do ­Fuyao w Chinach. To dla nich i dla widza prawdziwy szok. Okazuje się, że Chińczycy pracują po 12 godzin dziennie, nie mają wolnych sobót, a właściwie muszą pracować w każdej chwili, kiedy zażąda tego przełożony. Przed pójściem na stanowiska pracy stoją na baczność w szeregu jak żołnierze w wojsku, recytując motywacyjne hasła i śpiewając piosenki sławiące firmę. Jesteśmy nawet świadkami zbiorowych ślubów organizowanych przez zakład. – Wszyscy pracownicy są związkowcami, jesteśmy pełni energii, cieszymy się, że tu pracujemy. Związek zawodowy i firma ściśle współpracują – słyszą delegaci w siedzibie związku zawodowego, którą ten dzieli z zakładową komórką partii komunistycznej. Tu związki, w przeciwieństwie do amerykańskich, funkcjonują w całkowitej symbiozie z dyrekcją i partią.

Obawa Chińczyków przed powstaniem związku w amerykańskiej fabryce sprawiła, że zatrudnili konsultanta ds. strategii unikania związków zawodowych. Okazuje się, że ten zawód ma w Stanach coraz większą przyszłość. Teraz tylko od głosów pracowników zależy, czy związek powstanie. Zresztą, jak oglądamy to w końcowych scenach filmu, problem ten z czasem zostanie rozwiązany. Drastycznie.

Wiemy, że twórcy „Amerykańskiej fabryki” sympatyzują z jedną ze stron konfliktu, ale zachowują obiektywizm w przedstawianiu ich racji. Chociaż film dotyczy wydarzeń w fabryce amerykańskiej, porusza problemy, które będą narastać wraz z postępującą globalizacją. To także dokument o zderzeniu dwóch różnych kultur i filozofii pracy. Ta ostatnia w wydaniu prezesa Fuyao, który mówi: „celem życia jest praca”, wydaje się nie do przyjęcia.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg